— Gotuj się, bo niedługo przyjadą posłowie, a moja córa pójdzie w lackie kraje!
I jakby uczucie ojca w tej chwili się ode zwało, przygarnął do swojej piersi stojącą dzieweczkę.
Aldona drżąca, odurzona niezwykłą pieszczotą rodzica, nie wiedziała sama, co się z nią dzieje.
Wprędce się jednak opamiętała, pytając, jako przystało kneziowskiej córze:
— Nam przysłano dary, a co my królowi i królewiczowi polskiemu poślemy w darze?
Gedymin zmarszczył wyniosłe czoło.
— Przyjaźń wielkiego Gedymina i jego córa więcej warte, aniżeli wszelkie te błyskotki, odrzekł dumnie książę.
Aldona jednak nie łatwo się zbyć dała. Zsunęła brwi, jakby je tam myśl w głowie do tego ruchu zmusiła, a potem rzekła schylając się do nóg ojcowskich.
— Przyjaźń król polski w zamian za przyjaźń Wielkiego knezia litewskiego daje, córkę jego bierze, dając jej swego syna, a za dary?
Gedymin szarpnął brodę i zamilkł, lecz jeszcze więcej zmarszczył brwi krzaczaste, a z tym wyrazem ojciec i córa byli tak podobni do siebie, iż nikt nie mógł wątpić, że jedna krew w ich żyłach płynie.