Tew’s, rzekła Aldona, śmiało podnosząc głowę, Lacha skazywać na śmierć nie można, gdy ja mam być żoną królewicza polskiego.

Błyszcząca klejnotami książęca córa, spoglądająca z pewną powagą na lud zebrany, takie na tej wrzeszczącej tłuszczy zrobiła wrażenie, że głosy wszystkie umilkły.

Gedymiu spojrzał z zadowoleniem na córę i znowu rozjaśniło się jego oblicze.

— Obwinionego przyprowadzić przedemnie! rzekł.

— Leży bezprzytomny i poraniony! rzekł Bernard.

Baby i znachory sprowadzić — niech go okładają ziołami: żyć musi, abym się dowiedział prawdy — zawołał Gedymin. Na poły zdechłego Perkunowi na objatę rzucać nie wolno! Wołu zabić, krew rozlać Perkunowi, mięso oddać ludowi na podziękowanie bogom, żeśmy uszli pożaru! I odwrócił się od stojących.

Chroniwos i Bernard usunęli się, widząc, że książę nie rad był mówić dalej, niedźwiedzie drzwi zatrzasnęły, a lud mrucząc po trochu, szedł jednak korzystać z darowanego wołu.

Gedymin, jak gdyby nie nic zaszło, odwrócił się do córki, położył dłoń na jej schylonej głowie i rzekł:

— Weźmiesz ich wszystkich ze sobą — a teraz idź do Bogny niech cię uczy mowy lackiej i ich obyczaju. A i o napitku lackim nie przepominaj.

Aldona przywykła do lekkiej odzieży lnianej, ledwie mogła się ruszyć w ozdobach na nią włożonych, na rozkaz, jednak ojca przeszła tam i na powrót po komnacie, a potem usunęła się do ukochanej Bogny.