Szczęściem naszym Wiktorowi ani wiosło nie wypadło, ani nawa nie stanęła, gdy przepływał Biczęta. Postanowiliśmy tedy razem z nim na czajce przepłynąć Bicze. Niemen jest tu jakby zagrodzony szeroką, podwodną barykadą, w środku której ścieśniony prąd rzeki wyłamał sobie wrota i toczy się tą drogą, potężnie falując. Była więc tylko obawa, aby czajka przy niskich bokach swoich nie zaczerpnęła wody tych fal. Oryl prosił nas, abyśmy pozostali nieruchomi i on sam sterował wprawną ręką. W bujnej wyobraźni byliśmy podobni do łupiny orzecha rzuconej na fale potopu. Miałem z sobą Grażynę, a przebycie „Diabelskiego mostu” tyle nam zajęło czasu, ile przeczytanie ustępu:

„Tak ojciec Niemen, mnogich piastun łodzi,

Gdy Rumszyskiego napotka olbrzyma,

Wkoło go mokrem ramieniem obchodzi,

Dnem podkopuje, pierś górą wydyma;

Ten natarczywej broniąc się powodzi,

Na twardych barkach gwałt jej dotąd trzyma,

Ani się zruszy skała w piasek wryta,

Ani jej rzeka ustąpi koryta”.

Dosłownie biorąc, ustęp powyższy nie maluje ściśle natury „diabelskiego mostu”. Nie ma tu bowiem jednej olbrzymiej skały, ale Niemen walczy z całymi ławicami podwodnych głazów. Stara odręczna mapa zaznacza koło Dworaliszek i folwarku Kosobudzkiego, oprócz drugorzędnych, siedmiu wielkich kamieni z nazwami: Kocioł, Malachowicz, Malachowicy, Diabelski most (przy głównych wrotach), Szklanka, Rusak, czyli Gudas i Kirda. W pobliżu zaś cegielni i ujścia strumienia Miltupis znowu dwa: Biczy i Sole, czyli Wyspa. Według baśni ludowej, kamienie te rzucili do Niemna szatani, chcąc na psotę ludziom zatamować rzekę i stąd powstała nazwa „diabelskiego mostu”. Inne podanie mówi, że gdy diabeł niósł wielki głaz, aby rozwalić nim klasztor nienawistnych sobie jezuitów, nagle kur zapiał i szatan upuścił skałę w wodę.