I w parze opłyńcie Mazowsze.

Gdy wieszczbom Febowym dać wiarę się godzi.

Zawierzcie, zawierzcie potomni!

Wkrótce się poeta narodzi,

Co naszą piosenkę przypomni.

On wodom ojczystym wywiąże się z długu

I odda należny dank cześci,

On i was, o Narwi i Bugu!

Na lirze głośniejszej obwieści!

Wschód lipcowego słońca opromienił rozlegle łąki nadbużne59 i falujące bujnym żytem równiny dawnego Flemingów dziedzictwa. Pracowici wieśniacy rozpoczynając żniwo szli w pole, w białych koszulach, niosąc na ramionach: kosy, sierpy i grabie. Ja również wybrałem się w dolinę Bugu na żniwo z p. Julianem Maszyńskim, a przenocowawszy na dworcu kolejowym w Terespolu, podążałem pieszo, o wschodzie słońca, do miasteczka, z towarzyszem moim, aby wyszukać i nająć do zamierzonej podróży jakiego flisa i łódkę. Pierwszego wychodzącego na ulicę zaspanego Żydka zapytaliśmy, gdzie tu mieszkają przewoźnicy. Żydek podrapał się w zapierzoną głowę, poruszył łopatkami i karkiem, a potem ziewając, otworzył usta tak szeroko, iż przypomniał mi z lat dziecinnych pewien obrazek z „Magazynu Powszechnego”, przedstawiający, jak wąż boa przybiera się do połknięcia barana — po czym zapytał zdziwiony: do czego nam potrzebni przewoźnicy, kiedy na Bugu są mosty? Odparłem, że mamy interes do rybaków.