— Znam ja podobno więcej świata, mój panie, jak go widać przez kratę; ma się też niejedno wspomnienie z własnego życia. Pamięta się i dobre przyjęcia, ale się też pamięta i rekuzy!... Ale to wszystko zmieniło się dzisiaj u mnie w memento mori40 i nakazuje silentium41.
To mówił w wielkim zamyśleniu, po którym ocknąwszy się:
— Bądź waszmość zdrów! — rzecze. — Przypomniałeś mi wiele okazyj, w których przychodziło mi się zdybywać42 z twoim ojcem... No! Może i my się jeszcze kiedy zdybiemy w życiu. — I chciał iść, ale ja jeszcze:
— Jakże mam honor poznać waszmości?
— Imię moje Murdelio.
To mówiąc zniknął.
Widząc, że nie masz już mnicha przede mną, szedłem na powrót ku gospodzie. Bardzo jednak byłem zamyślony i niby czymś zafrasowany, z czegom sobie sam nie umiał zdać sprawy; całe te odwiedziny w podziemiach, owe trumny ze żywymi trupami wewnątrz, ów ksiądz, który pod mnisim habitem jakąś miał duszę wcale nie mnisią, owa powaga jego, owa pańskość, którą mi się zdawało było widzieć w jego mowie i ruchach, owe jego słowa: czy się szlachta jeszcze nie dopiła krwawego osadu, który się po winie miał ostać na ziemi? — owa jego znajomość z moim ojcem na koniec, jakieś okazje z nim razem przeżyte... wszystko to zdawało mi się jakby sen jaki, jak gdyby wizja, którą ludzie miewają w chorobach — czego też nie mogąc wyrozumieć dokładnie ani w jakikolwiek sens złożyć i różnie o tym myśląc, przeżegnałem się krzyżem świętym i wchodząc w bramę gospody, już zaczynałem Ave Maria43, kiedy nagle coś zaturkotało poza mną. Umknąłem się z drogi i pochwyciwszy za klamkę, otworzyłem drzwi od izby, w której pan Urbański z Załęskim siedzieli przy ostatniej beczce naszego wina. To obaczywszy, jeszcze smutniej mi się zrobiło, ale wtem mnie ktoś z tyłu uderzył po lewym ramieniu. Oglądnąłem się, był to pan Deręgowski, mój niejako powinowaty przez Zaklików, chłop olbrzymiego wzrostu, a wielki junak i biba44 swojego czasu.
— Jak się masz, Marcinku? — zawoła on do mnie, zanim miałem czas myśli moje zebrać do kupy.
— Witaj, waćpan, panie Józefie — odpowiedziałem — skądże tak nagle w Krośnie?
— A skądże wasze?