— Ja wracam z Tarnowa, gdziem wyliczał pieniądze za Rabe i oblatował45 dziedzictwo.

— A ja do Tarnowa, bo mi ciocia w Sandeckiem umarła i teraz mam z krewniaczkami o sukcesję proceder.

— No, to grajże waszmość dobrze z nimi, a kiedy wygrasz, to może i mnie się stamtąd jaka cząstka dostanie.

— Oho, serdeńko! To do tego ci się odzywa apetyt? Już tak za młodu tego metaliku dźwięk ci się podoba? Tobie, który siedzisz na pół milionie gotowizny? Oj! Żeby to skarbnik nieboszczyk...

— Oho! Jużci zaraz i pół miliona! Co to ludzie nie nagadają! A tu nie wiem, czyby się i do trzechkroć sta tysięcy46 nazbierało, i to złotych, mój Boże!

To mówiąc, staliśmy przy drzwiach otwartych wprawdzie, ale w sieni, że pan Deręgowski nie widział onej szlachty ukrytej za beczką, a tymczasem Urbański dobrze pijanym głosem zawoła:

— Panie stolniku! W ręce twoje.

— Jak do jasnej świecy! — odpowie tenże, nie wiedząc nawet wcale, kto woła, a obaczywszy, którzy są — Hej! Mospanowie, a to tu, widzę, na gody trafiłem.

— Nalejże mu spełna — jąknął na to Załęski — ho, ho! Bo to biba47 jak wór dziurawy, dużo zniesie.

Dopieroż zaczęli pić. Ale gdzie Deręgowski, to tam niedługa sprawa. Umiał on nie tylko sam pić, ale i dogadywać, bo przy wielkim gardle duch w nim był taki ochoczy a żartobliwy, że gotów by był kiedy i kark skręcić dla samej fantazji. Więc przy kuflu: