— Ej! Ty bo wszystko zbywasz krotochwilą245! — odpowiedział Konopka z niechęcią.

— Jakżeż tu nie być krotochwilnym246 — rzekłem na to — kiedym sobie w tej chwili przypomniał ciebie, jakoś mi przed dwoma tygodniami z przyczyny mojego postępowania ze starościcem dawał tak poważne nauki i wymawiał się z tego, że mi nie możesz służyć swoją protekcją, a teraz...

Odwrócił się Konopka i powstawszy z brzegu mojego łóżka, na którym siedział, przeszedł się po pokoju, ale niebawem rzekł:

— Tak to bywa na świecie: dzisiaj się jest na wozie, a jutro pod wozem. Takie to dziwne los z nami, biednymi ludźmi, stroi igraszki! Ale cóż robić? Trudnoż247 mi się dziś wstydzić lub cale248 zapierać tego, co lubo249 ze zmianą okoliczności pokazało się za porywczym, jednak wyszło z dobrego serca i było poczciwym. Ty może szczęśliwszym będziesz w twojej imprezie.

— Może będę, a może i nie będę, to jednak ci powiem, iż gdyby ta, o której rękę ja bym się starał, taką mi się być pokazała, jak Zuzia tobie, tobym sobie wcale tego za wielkie nie uważał nieszczęście.

— Cóż byś począł?

— Panu Bogu bym podziękował, że mi się te tajemnice odkryły przed ślubem, a nie po ślubie.

— I wyrugowałbyś250 cały afekt251 ze serca?

— Nie potrzebowałbym go rugować, bo w tejże samej chwili, w której bym się przekonał, że osoba, dla której ja mam szczery sentyment, poniewiera tym pięknym mojego serca owocem, duma moja i ambicja nie dałaby ani mruknąć afektowi. Zresztą, czy to tak trudno tak marny przytłumić w sercu afekt, jaki miewamy do kobiet? Miewało się już daleko wspanialsze i nieporównanie silniejsze afekta i zawiedzione zostały, i zdeptane, i umilkły, a przecie jeszcze z nimi nie dał się człowiek podeptać i nie umilkł z kretesem.

Konopka tylko pokiwał głową i trwało pomiędzy nami milczenie przez czas jakiś. Ja bym był milczał i dalej, bo mi dobrze z tym było, ale on je przerwał i rzekł: