— Oto przy tym świadku panią przepraszam, jeżelim co przeciw niej zawinił.

— Ja się wcale nie gniewam — odpowiedziała Zuzia, ale zimno i obojętnie. Konopka ją pocałował w rękę i dodał:

— Niechże już będzie zgoda pomiędzy nami na wieki.

— I ja za tym jestem — odpowiedziała Zuzia zwyczajnym tonem, co mnie musiało na myśl przyprowadzić przysłowie, że wilk chowany a przyjaciel zjednany niewiele warci.

Tymczasem znowu Konopka do Zuzi:

— Więc kiedy pani także za tym jesteś, czemu w głębi mojego serca wierzę, toż i aby czemu podobnemu nadal zapobiec, i aby się już dłużej tym nudnym oczekiwaniem nie męczyć, nie odwlekaj już pani nadal dnia połączenia się naszego i racz go teraz w łasce swojej oznaczyć.

— Jak to?... Teraz? — spytała Zuzia.

— Albo cóż stoi na przeszkodzie?

— Jakżeż tak nagle?

— Boże mój — zawołał Konopka — toż to nagle? Wszakże się to przeszło kwartał już wlecze.