— Ona nic nie wie.

— Jak to? Pani nie zwierzyła się siostrze?

— Ona mnie się także z niczym nie zwierza.

— To źle, będziemy mieli w niej adwersarza.

— Ej! To najmniejsza, wszystko to od mamy zależy.

— Przecie ja mam w Bogu tę nadzieję, że mama nic nie będzie miała przeciwko temu. — Na to Zosia:

— I mnie się tak zdaje, ale przecie ja się czegoś boję.

— Nie bój się pani, co tu strasznego?

— Pewnie, że nic strasznego, ale przecie. A kiedy pan skarbnikowicz pójdzie do mamy?

— Choćby i zaraz, byle dobra sposobność.