— He, he! Mosanie, daleko to jeszcze tobie do tego, żeby ci aż zębów zabrakło.
— Kto tam wie, jak daleko? W różnych się bywa okazjach.
— No, ale nie o tym mowa. Głupstwoś zrobił, żeś się rzucał przy kobietach jak fryga, co nigdy nie należy, a tyle bardziej, ile że wcale nie było do tego powodu.
— Boże! — zawołałem. — A kiedyż większy powód do tego będzie?
— Głupstwo! Nie było żadnego powodu. Stolnikowa ci dała rekuzę, bo tak się jej podobało. Musiała ona mieć swoją rację, bo to niegłupia kobieta. Ale tym się nie ma co tak bardzo frasować: co się nie dało zrobić dzisiaj, to się może da jutro, a nie jutro, to pojutrze. Pierwsze koty za płoty. Zresztą, może ona miała już inne aspekta265, ale i to jeszcze nie śmierć dla waszeci. Od aspektu do efektu jeszcze sto mil i jedna. Panny nie taki towar pokupny, jak piękny. Są one, jak zagraniczne kwiaty w doniczkach, najdroższe, kiedy są w pączkach, tańsze już, ba! proszą się z nimi, kiedy rozkwitną, a gdy odkwitną, ledwie darmo kto bierze. Poczekaj! Zje pies psa, jak barana nie ma. Zresztą, może i ja co znaczę w tym domu, może i mnie wolno w czym veto założyć.
— Ba! — rzekłem. — I ja to rozumiem, że cierpliwością wiele spraw się wygrywa na świecie, ale tutaj... tutaj właśnie cierpliwość zagubić mnie może.
— A to czemu? — zawołał dziadek.
— Czemu? Bo kiedy ja się cierpliwością będę uwodził, to tymczasem pannę Lgockiemu dadzą.
— Komu?
— Lgockiemu — rzekłem.