— A na świecie! — krzyknął dziadek. — Nigdy tego nie będzie. — Tedy ja skoczę do niego i złożywszy ręce:

— Mój jegomość! — rzekłem. — Pomóżże mi waszmość w tym ciężkim dla mnie terminie, a wdzięczność moja dla niego niewyczerpaną będzie do ostatnich dni mego żywota.

— Głupstwo! — rzekł dziadek, popijając wina. — Ja wdzięczności twojej nie potrzebuję, bom ja obydwiema nogami już w grobie. Jak zechcesz, to pacierz odmówisz na moim grobie, ale i to niekoniecznie, bo co tam ważą przed Bogiem chłystków pacierze?

Wtem drzwi się otworzyły i ku wielkiemu zdziwieniu mojemu weszła pani stolnikowa. Nie wiem dlaczego, ale jakoś mnie to tak pomięszało, żem stanął z oczyma spuszczonymi ku ziemi i nie wiedziałem, co począć. Szczęściem zaczęła ona:

— Panie skarbnikowiczu! Tylko pewne powinowactwo pomiędzy nami i szczególny charakter, którym sobie zjednałeś wszystkich, tutaj mnie przyprowadził. Przykro mi bardzo...

— Mościa dobrodziejko — rzekłem tedy, ujęty tym przemówieniem i całując ją w rękę — bardzo panią przepraszam, jeżeli w tej scenie, całkiem dla mnie niespodziewanej, czymkolwiek i kogokolwiek obraziłem w tym domu, ale Bóg mi jest świadkiem, że nie ja temu winien, tylko niegodziwa krew moja i duch ten porywczy, który może właśnie wtedy, kiedy by mi jak najzimniejszej rozwagi potrzeba, rzuca mną jak opętanym. Jeszcze raz się Bogiem zaświadczam...

— Wierzę już, wierzę — przerwała mi ona — ale natychmiast proszę i mnie wierzyć, że jeżelim się znalazła w tym przykrym położeniu, żem musiała jego żądaniom odmówić, to wcale nie myślałam przez to ani waszmości przyjaźń dla nas lekce sobie ważyć, ani osobę jego kłaść niżej w zachowaniu moim od innych. I dlatego właśnie, że mi na tym zależy, aby z tej przyczyny nie było żadnej nieprzyjaźni pomiędzy nami i ażebyś waszmość nie z gniewem i bez pożegnania odjeżdżał ze Źwiernika, a na koniec w nadziei, że kiedy z uwagą się zastanowisz nad całą tą sprawą, cale mnie uniewinnisz, przyszłam tutaj, aby z waszmością pomówić słów kilka.

Ja też na to:

— Ja wcale odwołuję moje porywcze postąpienie sobie w tym razie i jeszcze raz za nie przepraszam, ale wcale nie ma to być tak rozumiano, jakobym zarazem odwoływał moją o tej nieszczęśliwej rekuzie opinię. Przyznam się nawet jejmość pani, że na próżno sobie głowę łamię nad tym, jakie by być mogły właściwe tego kroku powody.

— O! Są powody, są, panie skarbnikowiczu — odpowiedziała pani stolnikowa — i zapewne dość ważne, kiedy mnie aż przymusiły do zrobienia przykrości temu, którego, zaprawdę mówię, niemało sobie poważam i szacuję.