— Więc jeżeli łaska pani będzie — odpowiedziałem z grzecznością — to proszę o ich zakomunikowanie mi; może to co ulży mojemu sercu, może się który z nich da usunąć, a choćby zresztą i na nic się to nie przydało, toż wzajemne porozumienie się jak nigdzie, tak i tutaj, żadnej szkody przynieść nie może.
— Owóż o co i mnie chodzi — rzekła pani stolnikowa i usiadłszy blisko mnie, tak rzecz poczęła:
— Najpierwej trzeba waszmości wiedzieć, że Zosia jeszcze nie skończyła lat szesnastu i przy tym tak jest jeszcze dziecinną, tak nierozważną, że w żaden sposób i nikomu na świecie nie mogłabym jej z czystym sumieniem teraz oddać na żonę.
— To najmniejsza przeszkoda — przerwałem — bo kto ma dziś lat szesnaście, ten za rok będzie miał siedemnaście, a za dwa osiemnaście, a znowu z drugiej strony, kto ma szczery i niezmyślony sentyment dla jakiej panienki, i sam ma lat dwadzieścia i kilka, i w żadnych skądinąd naglących nie znajduje się okolicznościach, ten i dwa, i trzy lata śmiało poczekać może, a nawet by to snadź z dobrym było dla stron obojga, bo czego by czas nie zniszczył, to by mogło być pewnym statecznej i nadal trwałości.
— Tak, ale ja znowu wiem z doświadczenia, że takie zawiązywanie sobie świata za młodu nie ślubem, ale słowem, nie zawsze szczęśliwe przynosi skutki, a niejeden by może połowę życia dał był za to, gdyby mógł być uwolnionym od niebacznie danego słowa. Ale to mniejsza, są jeszcze inne rzeczy daleko od tej ważniejsze. Nie wiem, czy panu wiadomo, jaki jest ród nasz i jakie przechodził koleje. Strzegoccy z dawien dawna na ogromnych siadywali fortunach. Znakomite w Rzeczypospolitej urzędy, świetne koligacje były prawie bez przerwy tej familii udziałem. Ojciec synowi, matka córce na śmiertelnych łożach i w testamentach zachowywanie tych dóbr przekazywali; były nawet przepisywane przez przodków reguły, wedle których mają postępować następcy. Nieszczęście chciało, że mój mąż, przez szczególne woli bożej zrządzenie, znaczną część owych rodzinnych sukcesji uronił, ale też za to całe późniejsze życie jego było tylko niezmordowaną pracą ku odzyskaniu dawnego splendoru dążącą: odejmował on sobie od ust strawę, w płóciennym kubraku chodził, zdrowie swoje poświęcał na to, aby powiększyć fortunę i rodu znaczenie. To o Strzegockich. Piotrowicze zaś, ród mego ojca, jakim jest w rzeczy i czym dawniej był w Litwie, ba, w całej Polsce, nie potrzebuję długo rozprawiać. Dość powiedzieć, że herb ma Murdelio266.
— Murdelio? — zapytałem trochę tym zdziwiony.
— Tak jest, panie, Murdelio. Herb to dawny, dawniejszy niż cała Polska. Czym tylko najpiękniejszym można ozdobić genealogię, to wszystko waszmość znajdziesz na naszym drzewie. Dziadowie nasi miewali po kilkaset wsi własnych i bywali skoligaceni z najpierwszymi domami za granicą. Synowiec mojego ojca ma jeszcze do dziś dnia wsi kilkadziesiąt. Linia atoli nasza upadła. Dziad mój był rozrzutny i wiele utracił; ojca mego wypędzono sierotą z domu. Potrzebaż było jeszcze takiego nieszczęścia, że obadwa267 te rody, obadwa zrujnowane i podupadłe, przeze mnie i męża mego się połączyły. Ale taka była wola boża; widać inaczej już być nie mogło. Mąż mój troszeczkę je podniósł — jednak nie idzie za tym, aby się jeszcze wyżej podnieść nie miały. I owszem, mój mąż, umierając, najwyraźniej mnie przykazał, abym obiedwie268 córki oddała do klasztoru, a majątek nietknięty przekazała synowi. Miałam jeszcze syna natenczas. Dzisiaj syn umarł małym chłopięciem — ale czy waszmość myślisz, że każda z mych córek nie jest gotową dzisiaj pójść do klasztoru, gdyby się drugiej świetne trafiło małżeństwo?...
Nie zdawało mi się, ażeby w tym, co pani stolnikowa mówiła, był jakikolwiek sens zdrowy, byłem tedy tak śmiały, żem przerwał, mówiąc:
— Przepraszam waszmość panią„ że jej mowę przerywam, ale nie zdaje mi się, aby nawet przez najświetniejsze choćby obudwóch córek zamęście cokolwiek zyskał splendor domu Strzegockich lub Piotrowiczów. Że ci, którzy synów mają, zdrowie i pracę swoją poświęcają na to, aby im znaczną pozostawić fortunę, to rozumiem, bo przez nich propaguje się dalej i na lepszą puszcza drogę ród i nazwisko; ale żeby jedną z córek na to zamykać w klasztorze, aby druga trochę lepiej za mąż poszła, albo zgoła obiedwie do przeciwnych im małżeństw niewolić dlatego, że ich parentela skądeś tam się zza morza wywodzi i kiedyś tam, za Jagiełłów, miała jakie takie w Polsce znaczenie, to mi się wcale nie zdaje. I gdybym już żadnych innych nie miał na moją rację dowodów, to może i ten by wystarczył, że za kogo panna Strzegocka pójdzie, o tym ani będzie pisać historia, ani wywoływać będą po kraju, ani wróbel podobno nie zaświegocze na dachu! — Na to ona:
— Że waszmość grzecznym jesteś, o tym już się dowodnie przekonałam dziś rano, ale mniejsza o to! Raczej panu odpowiem na jego argument, że sposób wetowania sobie strat poniesionych jest każdemu zostawiony do woli. Ród Strzegockich się kończy, to prawda, a więc kiedy się kończy, niechże ostatnie jego kądziele ozdobią się przynajmniej pięknymi nazwiskami. Takie jest moje postanowienie, do którego dążyć jest już tylko jedynym całego życia mojego zadaniem; mam też nadzieję w Bogu, że spełnienia tych życzeń mi nie odmówi, bo są skromne i sprawiedliwe.