— Trudnoż stawiać tamę tak świątobliwej podróży — odpowiedziałem misjonarzowi — toż przynajmniej wypraszam sobie łaskę, iżbyś jegomość nie zaniedbał wstąpić z powrotem!

— I tego nie mogę przyrzekać, bo nie wiem, kiedy mi wypadnie powracać, proszę atoli być pewnym, iż nigdy nie zapomnę o sercu tak prawym i tyle dla mnie przychylnym.

Śród tego czasu przyniesiono posiłek dla franciszkana, ja zaś wziąłem świecę do ręki i odprowadziłem kaznodzieję do odległego pokoju na nocleg. Żegnając się jeszcze raz z nim, serce mi się jakoś mimowolnie ścisnęło, rzekłem więc prawie ze łzami:

— Luboś294 jest tak zawziętym nieprzyjacielem tego uczucia, które mnie teraz całego zajmuje, jednak nie zapominaj o mnie czasem.

Tedy on rzekł głosem poważnym i z wzniesionymi jakby do błogosławieństwa rękami:

— Niech cię Bóg strzeże od wszystkiego złego na tej drodze, gdybyś jej nie miał porzucić; ale posłuchaj rady mojej i padnij jeszcze raz na kolana przed Bogiem, uczyń spowiedź, podwój i potrój naznaczoną pokutę, może się On zlituje nad tobą i oświeci twojego ducha. On jest wielki i mocny! Przed Nim padają na twarz pierwsi mocarze świata, przed Nim wiją się w prochu całe narody, On z lwiej paszczy wybawił Daniela, On potopił faraonowe zastępy, On lud izraelski wyprowadził z niewoli, On Syna Swojego jedynego oddał na śmierć krzyżową dla miłości swych ludów. On nie opuści tego, który się pod Jego odda opiekę. On też niech będzie w każdym razie pierwszą i ostatnią ucieczką twoją. Czego życzę z całego serca. Dobranoc!

— Dobranoc! — odpowiedziałem i odszedłem, ale te jego słowa, lubo były powiedziane takim głosem, że powinny były przejść przez samą rdzeń duszy, nie zrobiły żadnego wrażenia na mnie. Albom już był syt pacierzów, albo było coś we mnie, jakieś nasienie złego, które się kajało295 słów bożych i odpychało je ode mnie. Jam biegł do Murdeliona.

— Mości panie — rzekłem — przepraszam, żem go samego zostawił, ale inaczej uczynić nie pozwalał mi obowiązek gospodarza.

— Proszę, proszę — rzekł Murdelio — mnich ubogi niechaj waszmości panu żadnej w domu nie czyni dywersji; jest to sprzęt tylko, wyniesiony z domu bożego na to, aby się kto na nim mógł pomodlić jak na klęczniku albo zasłonić się nim od jakich pokus, od nudów, od nie wiem czego tam jeszcze.

— Skromność to mówi z waszmości — rzekłem — i może sentencja ta ma gdzie swoją prawdę na świecie, w Polsce atoli nie da się jeszcze, chwała Bogu, zastosować do nikogo: mamy szczere poszanowanie dla tego wszystkiego, co się o Kościół boży ociera na ziemi, i daj Boże, abyśmy nigdy nie czynili inaczej.