— Panu Bogu niech będzie chwała... ale pierwej do sprawy. Na rozkaz waszmości pana wysłano mnie tu z klasztoru z poleceniem odebrania łaskawie nam darowanej jałmużny; złożenia waszmości panu winnego podziękowania za jego szczodrobliwość i zapewnienia go, że najświętszym obowiązkiem naszym będzie zanosić pokorne modły nasze do Najwyższego...
— Dziękuję, dziękuję — odpowiedziałem roztargniony i pomięszany tym, że mnich ten, którego już kilka razy widziałem i o którym już pewną wyrobiłem sobie opinię, dzisiaj cale mi się wydał inaczej. Tymczasem Murdelio mówił dalej:
— Waszmość pan także byłeś tak łaskaw zażądać mego przyjazdu do siebie, powiadałeś, że masz frasunki, że potrzebujesz rady, ulgi, pociechy. Wielki to zaszczyt dla mnie, ale nie daje dobrego świadectwa doświadczeniu waszmości. Ja nie jestem księdzem, nie jestem uczonym, a lubo doświadczenie moje może wiele innych przenosi, toż jeszcze nie idzie za tym, abym umiał drugim dać radę, przynieść jaką pociechę. Wiadomo bowiem być musi waszmości, że ci, którzy sobie umieją we wszystkim sami dać radę, nie potrzebują w żadnej porze swojego wieku chronić się w mury klasztorne.
— Nie idzie tu koniecznie o radę — odpowiedziałem, przysuwając gąsiorek z winem i nalewając dwie szklanek296 — bo nie wszędzie możliwą jest rada. Ot! Ksiądz misjonarz, którego tu waszmość zastałeś, pewnie ma rozum niepospolity i w naukach nikt go prześcignąć nie zdoła, a przecie nie wynalazł żadnej rady na to złe, które mnie trapi. Niektóre położenia w życiu ludzkim są tak jak śmierć, na którą nie masz lekarstwa.
— Nieprawda! — zawołał mnich, ale to tak nagle i głośno, żem się aż cofnął i wąsa pokręcił do pokrycia przestrachu; i tym mnie tak zbił z toru, żem zapomniał, com chciał powiedzieć i na czymem297 stanął. Przyszło więc do tego, żem go musiał zapytać:
— Dawno waszmość byłeś w Źwierniku?
— W Źwierniku?... — odpowiedział znowu pokornie Murdelio. — Ja tam bardzo rzadko bywam, i to tylko w sprawach naszego konwentu, którego wspaniałomyślną dobrodziejką jest od dawna familia Strzegockich.
— I zapewne waszmość szczęśliwie uskuteczniasz swe misje, bo jako uważałem, masz pewne zachowanie298 w tym domu.
— Tak, lubią mnie tam; pomiędzy naszymi rodami była niegdy bliska znajomość.
— Więc waszmość od lat niedawnych dopiero habit nosisz na sobie? byłeś dawniej szlachcicem, może zgoła żołnierzem?