— O! Niezawodnie przekabacą. Jestże301 drugi konkurent?
— Jest, ale wielki błazen i mazgaj.
— To właśnie najgorzej, bo tacy mają szczęście, a w konkurencjach, ba! Może i wszędzie, lepszy łut szczęścia niż centnar rozumu. Ale zawsze próbuj, tentare licet302.
— Ba! Licet, ale jak? Quomodo? Quando? Quibus auxiliis303?
— Omnibus modis, eo instante et sui ipsius auxilio304, innej rady dać nie potrafię.
— Ej, gdybyś chciał — rzeknę — tobyś potrafił, bo jak uważam, sam praktyk jesteś w tych rzeczach, może nawet, gdybyś mi tylko powiedział twojego życia historię, już byś mi podał niejedną doskonałą naukę.
— Bardzo to być może — odpowiedział Murdelio — ale ja nie myślę być alwarem305 dla wąsatych młokosów.
— Przecie powiedz mi, waszmość, przez łaskę swoją, co za dziwną styczność to ma ze sobą, że wasze klasztorne nazwisko równo brzmi jak herb Piotrowiczów?
— Taką ma styczność — odpowiedział sucho franciszkan — że równo brzmi jak herb Piotrowiczów.
— Teraz już wiem doskonale, ale na to mi przecie waszmość odpowiesz, czy jesteś jaki krewny Strzegockich czy żaden?