— Cóż radził?
— Zapomnieć, póki czas jeszcze.
— I ja tak radzę.
— Jakże? To dziś znowu inaczej?
— Gdzież tam! Zupełnie tak samo, jak wczoraj. Wszakże i wczoraj radziłem plunąć i dać pokój wszystkiemu, a dopiero kiedyś powiedział, że tak nie możesz, dopiero wtedy radziłem wszystko postawić na kartę.
— Prawda, przypominam sobie... ale z tymi waszymi radami to jest tak: cokolwiek mi który z was powie, to ja już sam pierwej wiedziałem i jeszcze zawsze na końcu nie wiem, co właściwie uczynić należy.
— Bo nie trzeba się radzić wielu, tylko jednego, albo, co najlepiej, nikogo.
— I to racja, ale zawsze jeszcze nie ta, dla której nie wiem, co robić.
— A któraż jest ta?
— Ta, że się boję wszystko postawić na kartę, bo przegrać nietrudno.