— Ot, przewiduje ci się — odpowiedziałem — już tu cudu nie ma żadnego; odskoczyła szabla od twardej głowy i ucho minęła, a na ramię upadła.
— I to nie może być, bo w tym wypadku rana w ramieniu nie byłaby tak głęboka, a tu ledwie że aż obojczyk nie jest przecięty.
— Ale ma rację pan Bal — odezwał się słabym głosem pan Urbański — coś nieludzkiego jest w tym człowieku. Nigdy mnie jeszcze od nikogo tak nie odrzuciło od razu, jak od niego, a także już ludzi widywałem niemało. I w rzeczy, to to była właściwa przyczyna, dla której nie chciałem mówić do niego i porwałem się był od stołu, bo na koniec co by mnie tam szkodziło, że się błazen jakiś nie opowiada?
— Nie mów, nie mów — rzecze do niego kasztelanic — bo ci to szkodzi.
— Już tam mówcie sobie, co chcecie — rzekłem ja znowu — ale ja tu diabła nie widzę. — Na to znowu pan Bal:
— Bo cię już otumanił, a my, ludzie świeży, to widzimy wszystko. Bo zresztą i to: gęba ogolona przy kontuszu i żupanie, co nigdy nie bywa; nosiło go gdzieś po świecie, po Francji, po Niemcach, po Włochach, na królewskich dworach się prezentował! Cóż to? Magnat on jest jaki czy książę, czy duk314? Kaduk315, mospanie, kaduk, i założę się z tobą, że go ani pacierz mówiącego obaczysz, ani kładnącego krzyż święty, ani jakąkolwiek rzecz chrześcijańską czyniącego, a gdyby przyszło się bliżej popatrzyć, to ręczę, że się tam ogon i pazury wynajdą.
Zaświerzbiał mnie język powiedzieć, że to jest mnich w rzeczy316, że mieszka na miejscu świętym i że gęściej Panu Bogu służy niż każdy z nas, i byłbym tym od razu pokonał podejrzenie tych ichmościów o diabelstwo; ale pamiętny Murdeliona pogróżki, rzekłem tylko:
— Nie oglądałem go z bliska i nie wiem, czy ma jakie znaki diabelskie na sobie, czy nie, ale jechałem z nim na jednym wozie i nic takiego mi w oczy nie wpadło. Zresztą, to mogę waszmościom powiedzieć... — i zaciąłem się, bo chciałem to na poparcie mojego zdania przytoczyć, że Murdelio zeszedł się u mnie z misjonarzem księdzem i cale się tak zachował jak inny człowiek, ale nie mogłem im tego powiedzieć, bo gdyby się kiedy później misjonarza o to spytali, toby się bałamuctwo zrobiło, kiedy on właściwie żadnego szlachcica Piotrowicza u mnie nie widział. To mi atoli przyprowadziło na myśl misjonarza; wszakże miał w Hoczwi być ze mszą, miał się widzieć z Urbańskim i Osuchowskim, miał konferować z nimi i inną szlachtą w materii wybudowania kościołka w jakiejś wsi w górach — byłli317 tutaj, czy nie był? — Rzeknę tedy do Bala:
— Waszmość byliście na mszy świętej tu dzisiaj?
— Byliśmy.