— Któż ją miał?

— Proboszcz tutejszy.

— A kazanie?

— Nie było żadnego kazania — odpowiedział Osuchowski — miał je mieć ten misjonarz św. Wincentego á Paulo, który tu był przeszłej jesieni, a którego przecież znasz także, ale nie starczył się w słowie318.

— Jak to? Nie przyjechał tu rano? — zapytałem zdziwiony.

— Nie, albo czemu cię to tak dziwi? — Tedy już musiałem powiedzieć:

— Bo ten misjonarz był u mnie wczoraj wieczór, nocował i dzisiaj przed świtem tutaj wyjechał.

— Jak to! — zawołał pan Bal. — Przed świtem wyjechał i nie ma go do tej chwili? A wyżeście kiedy wyjechali?

— Około dziewiątej.

— No, to nie diabłaż ty wozisz ze sobą?