Murdelio tylko zgrzytnął zębami i zawołał:
— Wszystkie bym je wygubił.
— Prócz jednej — dodał na to podstoli.
— Dzisiaj jeszcze prócz jednej — odpowiedział Murdelio — ale tę niebawem może sam zgubię.
— Hej! — krzyknie tedy podstoli do wchodzącego na ten odgłos kamerdynera. — Jak to służysz, gałganie? Pić nam dawajcie!
W tejże chwili przyniesiono kosz nowych butelek, odkorkowywano jedną po drugiej i dopiero zaczęła się ochota na dobre. Murdelio pił jak suseł i śmiało to mogę powiedzieć, że lubo wielkie gardło w Sanockiem nie nowina, jednak się nic podobnego pomiędzy nami nie nachodziło. Wyraźnie wydawało się, że te szklanki leją się w studnię, a nie w człowieka. Ale widać taka była u niego już od młodości natura, bo tuż rzekł pan podstoli:
— Kto by ciebie nie znał, ten by myślał, żeś diabeł sam, a nie szlachcic, że tak pijesz dokumentnie, ale kto cię znał dawniej i wie, że wszystko, jak to mówią Włosi, robisz con amore325, ten się cale temu nie dziwi. Hej! Hej! Gdzie to te czasy, kiedy człowiek był młody i kochał się jak kot, i zawsze do wszystkiego był gotów od razu!
— Otóż to jest! — zawołał Murdelio. — Szczęśliwy ten, który się wykochał za młodu. Starzejąc się, wywołuje swojej młodości wspomnienia i nie psując sobie nimi krwi ani zdrowia, wolnym krokiem chodząc koło swoich zatrudnień, z wolna postępuje do grobu. Ale komu się miłość przewlokła aż do siwizny, w kim za młodu nie wygorzały wulkany...
— Na tego miejscu ja bym być pragnął — poderwał pan Fredro.
— No, dajże rękę — rzecze Murdelio — ja się mieniam326 natychmiast. — Na to znowu podstoli: