— Gdybym wiedział, że mnie nie podchodzisz i że zyskam co na tej miańbie327, dalibóg, zaraz bym się zamieniał.

— Ba! — rzecze Murdelio. — A gdybym ja wiedział, że stracę, tobym nie był taki naiwny, żebym proponował zamianę.

— Tak i ja myślę, a nawet wiem doskonale, bo bawiąc z tobą przez lat parę we Włoszech, sam to widziałem, żeś na zrywaniu róż i fiołków twojej młodości nie trawił.

— No, jużci, trudno zaprzeczyć, żem świat poznał za młodu, wcześniej może niż każdy z was, ale sprawy serca żadnej nie miałem, aż...

— Aż... no, proszę ciebie, powiadaj dalej — mówił pan Fredro — bo tyleśmy sobie już wzajemnie naopowiadali, że grzech by był śmiertelny, gdybyś o sprawie twojego serca, która jest najważniejsza, milczał.

— Jeżeli i mnie wolno podnieść głos w tym miejscu — odezwałem się i ja na to — to i ja proszę, abyś nam opowiedział tę ciekawą historię.

— Ma rację Nieczuja — dodał znowu pan Fredro. — Ot! Wiesz co! Kto wie, czyje jutro; głupie to życie na świecie, niewarte nawet ani wspomnienia miłości! Albo raczej jedno jej przypomnienie więcej warte niż całe życie; ot! Opowiedz nam twoją miłość.

Na te słowa Murdelio wstał z krzesła i odszedł od stoła, mówiąc:

— O! Nic z tego nie będzie.

— Ej! — zawołał podstoli. — Jak mnie kochasz, to powiesz.