— Dawajcie mi suknie, niech się prędko ubiorę, a ty idź, powiedz tej karczmareczce, żeby tu przyszła.

Jeszcze się ubierałem, kiedy w rzeczy samej weszła też karczmareczka, w której gospodzie, podczas mojej drugiej w Tarnowie bytności, przez strzał z pistoletu uspokoiłem burdę — weszła, mówię, taż karczmareczka i pokłoniwszy się pięknie, rzekła:

— Całuję nóżki jegomości.

— Jak się masz, duszeczko? — odpowiedziałem. — Miło mnie bardzo cieszyć się twoim widokiem pod moją własną strzechą, jednakże spytać muszę, co cię tu przypędziło do mnie tak daleko i po takich złych drogach?

— Nic tak nagłego — odparła ta piękna niewiasta z filuternym uśmiechem na ustach — tak, wolna wola moja.

— Wolna i nieprzymuszona? — rzekłem żartując. — To bardzo ładnie; ale czy nie będzie to co szkodzić nietkniętej reputacji twojej, kiedy się o tym dowiedzą w Tarnowie?

— Wielmożny pan sobie żartuje; widać, że zdrów jest i nic mu nie braknie.

— Braknie albo nie braknie — opowiedziałem — ale jakżeż tu nie żartować, kiedy z tym Węgrzynkiem już sobie rady dać nie można. Dalej i po gazetach zaczną pisać o tym, jaki to srogi bałamut.

Powiedziałem to w tym domniemaniu, że przyjazd karczmareczki do Bóbrki nie gdzie indziej miał swą przyczynę, jeno w bałamuctwie mojego Węgrzynka, który sławnym był z tego, że dziewczęta za nim szalały, a to do tego stopnia, że prawie żadna moja dalsza z nim podróż nie obchodziła się bez tego, żeby jakaś nieszczęśliwa ofiara, jeżeli nie osobiście za nim przywędrowała do Bóbrki, to przynajmniej przez listy albo przez posłańce do niego się nie zgłaszała. Była to wielka niecnota w tym kawalerze i zapewne godna tego, żebym go już dla niej samej nie cierpiał u siebie, ale zważywszy sobie jego cnót siedmdziesiąt z tą jedną niecnotą, a nade wszystko mając to na pamięci, że każdy sam za swoje grzechy odpowiadać będzie kiedyś przy ryczałtowym rachunku, poprzestawałem zrazu na napomnieniach — a nareszcie i tych zaniechałem, widząc, że one nie tylko nie skutkują, ale mu jeszcze tę zabawkę, czyniąc ją już podwójnie zakazanym owocem, tylko tym czynią łakomszą. Obaczywszy więc teraz ową karczmareczkę we dworze, musiał mi koniecznie przyjść na myśl Węgrzynek; jakoż raz jeszcze sobie zażartowałem, mówiąc:

— Niech go kat pali, tego Węgrzynka! Co?