— Nie idzie za tym — rzecze znów on — widziałem ci ja takich, którzy już zgoła w jego szponach byli, a przecie jeszcze zdrowo i cało powrócili do domu i żyli po kilkadziesiąt lat.
— Już ja temu nie wierzę i dla przekonania ciebie gotów bym każdą próbę z nim zrobić, którą byś wymyślił.
— Ot! — rzekł na to podstoli. — Ja go znam daleko dawniej niż wy obadawa i powiadam, że to człowiek wcale taki, jak inny. Trochę więcej namiętności, trochę diabelskiego rozumu i nieszczęśliwa miłość, która obraziła i serce jego, i zanadto wygórowaną ambicję, i owóż wszystko, co go od zwyczajnych ludzi odróżnia. Prawdą jest, że są w nim między innymi przymioty takie, które trącą diabelstwem i lada jurysta zaraz by nam powiedział, któren paragraf na to przeznacza poenam colli380, ale to jeszcze nie dowodzi, że tak jest wedle sumienia. Jeżeli zaś ten człowiek was tak bardzo zadziwia, to tylko dowodzi, żeście nie byli za granicą, że niewiele jeszcze świata znacie i że z waszą uczciwością jest jeszcze jako tako. Ale co się zgoła szczerego diabła tyczy... Ha! Zresztą, nie wiem, ja przynajmniej w żadnych diabłów nie wierzę.
— A ja wierzę — odpowiedział stanowczo pan Bal — i nie rozumiem, dlaczego bym miał nie wierzyć, kiedy od niepamiętnych czasów cały świat katolicki w nich wierzy i ustawicznie swoją wiarę faktami potwierdzającą się widzi. — Na to podstoli:
— Tobie się nie dziwuję, bo tyś sam teraz świeży fakt znalazł: stanąłeś za plecyma381 Piotrowicza i nadeptał ci na nogę.
— Śmiej ty się, śmiej — odpowie na to kasztelanic — a ja ci sto wypadków opowiem takich, gdzie wiarogodni i starzy ludzie naocznymi świadkami byli.
— Proszę ciebie — odparł na to podstoli — jeżeliś mi przyjacielem, to nie będziesz już nic gadał o diabłach; są to rzeczy tak bezrozumne w sobie, że już w cywilizowanej Europie nikt nawet o nich nie myśli; tylko jeszcze w kochanej Polonii najpoczciwsza pod słońcem szlachta nie tylko że rozmowę taką za specjał sobie uważa, ale nawet wiarę w diabły i duchy ma sobie za jakiś artykuł religijny.
— Prawdę mówi pan podstoli — rzekłem ja na to — w rzeczach każdej wiary, nie mówię już samej religii, wszystkie rozumowania nie są na swoim miejscu.
— Oczywiście — rzekł na to pan Fredro — w rzeczach wiary nie masz rozumowania. Kto rozumuje, ten już nie wierzy. Ale w rzeczach miłości i nadziei dużo się da powiedzieć, i to bez żadnej szkody. Jakżeż tedy u ciebie, panie Marcinie? Czy zawsze jeszcze status quo382, czy jest jaka odmiana? — Ja też na to:
— I u mnie odmiana, i tu, widzę, na stole jest trochę odmiana; zaraz wam będę służył.