— Panowie jacyś, którzy tam siedzą w kancelarii, ale ja się wyświadczam, ot, tym gospodarzem, który także tu siedzi.
— Jako? Więc i on gospodarz tu siedzi?
— A ot! — rzekł Węgrzynek, pokazując mi personę quaestionis404, który zaraz przystąpił do mnie, mówiąc:
— Toż i jegomościa tutaj przymknęli; szkoda, szkoda! Ale to nic nie wadzi, kiedy nas więcej będzie, to nas prędzej wypuszczą.
— Bodajbyś diabła zjadł — rzekłem — z takim argumentem! — a Węgrzynka wziąłem na stronę dla dowiedzenia się od niego na razie, jak, kiedy i o co go pytano na śledztwie.
I dowiedziałem się rzecz krótką: przedwczoraj stawał przed komisją i przyznał, że tego wieczora, kiedy burda była, był ze mną w onej gospodzie, przyznał, żeśmy uspokajali tę burdę, płosząc kijami i wyrzucając z gospody bijących się, ale że żaden z nas palnej broni nie używał w tej akcji ani do nikogo nie strzelał, statecznie twierdził.
— Wszystko nic, panie — dodał na końcu Węgrzynek — nic nam nie będzie; tylko o to mnie chodzi, żeby mnie na tortury nie brali, bo to człowiek do tego niezwyczajny405, to nie ciężko się z czym wygadać.
— Ej! Tak źle nie będzie — odpowiedziałem — trwaj tylko statecznie przy tym, coś już powiedział, bo i ja tak powiadać będę, kiedy mnie pytać będą. Zresztą, idź do swojej kompanii i staraj się to samo wmawiać w gospodarza, aby on nam nie bruździł i co na nas nie gadał, a mnie zostaw na chwilę w spokoju, niech no się jeszcze nad wszystkim doskonale namyślę.
— O gospodarza — odpowiedział Węgrzynek — niech jegomość będzie spokojny, on nic nie wie, jak się to stało, bo on przecie podczas tego wszystkiego leżał pod żłobem i dopiero się zjawił, kiedy już było po wszystkiemu. A tu proszę jegomości — dodał Janczi — jest listek od panny Zofii — i dobywszy zapieczętowany kartelusz z kieszeni, oddał mi go.
Tak to Pan Bóg i w największym utrapieniu jeszcze umie wynaleźć dla człowieka ulgę i pociechę, a nie masz podobno tak ciemnej jamy ani tak głębokiej jaskini, żeby tam promień łaski Jego nie doszedł. Czego doświadczając przez całe życie, doświadczyłem i wtenczas, bo dotknięty cale niespodziewanym nieszczęściem i zamknięty w nieznajomym i tak daleko odległym od siebie mieście, znalazłem i sługę swego przy sobie, i współobwinionego gospodarza pod ręką, i nawet pismo najukochańszej istoty, które było prawdziwym skarbem dla mnie w tej chwili.