Tak mówił Gintowt, a tymczasem rzecz znowu była pewna i przez cały pilznieński powiat potwierdzona, że Murdelio panią stolnikową ukradł w samą wigilię św. Pankracego Wyznawcy434, sto dwadzieścia mil z czubem upalił jednej nocy ten diabeł wenecki!

Ale powracając do rzeczy, opowiadam dalej, iż skoro tylko wieść o tym czynie Piotrowiczowym rozeszła się po okolicy, to tak szlachtę tamtejszą, wedle świadectwa dziadkowego, najpoczciwszą pod słońcem, oburzyło, że aż chciała hurmem na zamek uderzyć. Ale jak to u nas bywa zwyczajnie: zrazu huk wielki, wrzawa i odgrażanie się takie srogie, że kto by myślał, że to już koniec świata, a ono właśnie wtedy, kiedy krzyk najgłośniejszy, serca już stygnąć poczynają. I tak z onego napadu zamierzonego w pierwszym impecie ledwie pamiątka groźby została. Jednakże szlachta, pomimo to, że się wyburzyła od razu, niedługo potem dała dowód tego, że w tej sprawie przynajmniej i na zimno nie myślała inaczej, jak na gorąco; bo skoro dziadek pojawił się w wiosce swojej, zaraz też wszyscy sąsiedzi przyjechali, nie tylko z oświadczeniami dawnej i do dziś dnia niewygasłej dla niego przyjaźni i nad teraźniejszym jego nieszczęściem kompasji435, ale nawet z uroczystym zapewnieniem, że panią Strzegocką wydobędą z zamku, a Murdeliona rozsieczą za wstyd i hańbę wyrządzoną wszystkim. Gdyby kto inny był w miejscu dziadka albo gdyby pan cześnik jeszcze teraz miał był tę krew i fantazję, jaką miał, kiedy sługiwał w chorągwi i za sieniawszczykami uganiał po Rusi, toby był dotychczas umiał już ukuć co z tego żelaza, które mu samo podawało się w kleszcze; a ja, kiedym przyjechał, byłbym już zastał stolnikową u ojca, a z Piotrowiczego zamku ledwie gruzy i zgliszcza, ale nie darmo to mówią, że starość, nie radość: dziadek do dziś dnia nic jeszcze nie zrobił. A boćwinkowie436, lubo lud setny, bo znam ich, gdyż z nimi służyłem, jednakże bez przynuki437 sami nic nie zrobili. Oni, wyspoczywawszy się przez lat parę po wojnie ostatniej, której mało doznali złych skutków, dziś radzi byli, że ich co nowego zbudziło ze snu; więc zamiast rzecz tak małą od razu zacząć i zakończyć, zabawiali się tą nowiną i różnymi dla niej wykuwanymi planami, przygotowując się na ten lichy zajazd, jakby na wielką wojnę. Więc najpierw urządzili pomiędzy sobą kolej, po której co dwóch co nocy przyjeżdżało do dworu pana Wita i tam trzymali niby to szyldwach na wypadek jakiego niebezpieczeństwa; inni śród tego czasu robili podjazdy pod zamek, bawiąc się po żołniersku chwytaniem wieści o sile i innych zasobach nieprzyjaciela; pan Gintowt siedział wciąż u pana cześnika i odbierając codziennie raporta, a właściwie li plotki, trutynował438 je ze staruszkiem i ze wspólnych narad wynikające codziennie wydawał rozkazy; młodzież zaś inna, owi to młokosikowie, którzy nigdy w życiu na żadnej nie byli potrzebie439 i sposobiąc się do lada burdy powiatowej, zazwyczaj okrutnie srogie miny robią, wiele krzyczą, latają i po żołniersku się prężąc, wielką okazują służbistość, aż póki im dobrze kto skóry nie nagarbuje i nie poznają sami, że bitwa to nie zabawka, a harcowanie440 na pięknym koniku, to jeszcze nie służba — ta młodzież, jako zwykle, to na koniach, to wozikami, tak latała po całej okolicy, że kto obcy byłby przysięgał na to, że tam się przygotowuje wielka wojna. Tymczasem zaś Murdelio, jako opowiadały wieści, trzymając stolnikową pod dobrą strażą, zamek, jak mógł, opatrywał, swoich ludzi uzbrajał i przez powierników wysyłanych na okolicę tak różną hołotę i tak wiele jej zbierał, że już do dwóchset głów samego teraz nowo uformowanego wojska liczono na tym diabelskim zamku. Ale jak i gdzie tam panią stolnikową trzymano na zamku i jak się z nią obchodzono, o tym na próżno starano się dowiedzieć.

Więc kiedy tak siedząc przy miodzie, obadwaj staruszkowie opowiadają mi te wszystkie szczegóły, rzeknę ja do nich:

— Bardzo to wszystko ładnie, co mi tu waszmość opowiadacie; ładnie, że sąsiadów ta sprawa tak żywo obeszła, ładnie, że po kolei strzegą jegomościnego dworku, ładnie, że się przygotowują i obiecują na zamek uderzyć, tylko to jedno nieładnie, że właściwie dotychczas nic jeszcze nie zrobili; bo czy to taka, czy siaka impreza, to nigdy nie rozumiem takiej polityki, żeby dla kilku przysposobić się mających szabel lub koni dawać czas nieprzyjacielowi do wzmocnienia się i przygotowania.

Gintowt słuchał i wpatrywał się we mnie, gdym mówił, a kiedym skończył, spytał mnie z wolna:

— Waszmość służył gdzie w wojsku? — Ja też na to:

— Służyłem, i to nie tylko w wojsku, ale we wojnie, a co mówię, to z doświadczenia.

— No, to waszmość czynił swoją praktykę z Mazurami i z nimi może wiesz, jak poczynać, ale u nas inaczej.

— Prawdę to jegomość mówisz, że u was inaczej, ale ja bo wiem, jak i tutaj, bo i z wami się sługiwało, i dlatego właśnie to mówię.

— Jak to? — rzekł na to Gintowt. — To waszmość o Litwinach powiadasz, że kiedy im się co odwlecze, to i uciecze?