Bądź co bądź, jednak ja na tym wszystkim najwięcej zyskałem, bom się z owego piekła prędko, gładko i z bardzo małą tylko stratą wycofał. Panu Urbańskiemu nawet owo szlachetne utrzymanie swego honoru wcale na złe nie wyszło, bo w rok potem stała się ta dziwna rzecz, że owe Rabe tenże sam pan Janicki i za tęż samą sumę odkupił, i mieszkał tam przez kilkanaście lat, gdzie mu się wcale nieźle wiodło. Fortuna ta jednak wyszła potem i z jego rąk, a nabył ją pan Jacek Fredro, krewny pana podstolego pomorskiego, ale idąc od głównej linii, to jest od owego kasztelana Andrzeja Maksymiliana Fredry, który jest sławnym i w senacie, i w światowych naukach, i do dawnego splendoru swojego rodu niemało się przyczynia.
Co opowiedziawszy na wstępie, wracam znowu do mojego chudopacholstwa i będę opowiadał te owe dziwne losy, które mnie w czasie następnym spotkały, a które, lubo72 cale73 już były innego rodzaju i same w sobie przeważnie na całe życie moje wpłynęły, jednakże nie gdzie indziej, jeno w owym nieszczęśliwym kupnie Rab swoje źródło i przyczynę miały.
I
Owóż wydobywszy się w taki prawie cudowny sposób z mojego dziedzictwa, zaraz, nie czekawszy, poszedłem na powrót na moją arendę i jeszcze Panu Bogu podziękowałem za to, nie dbając wcale o to, czy mnie tam kto nazwie włóczykijem, arendarzem, spekulantem lub nie. Jakoż dawszy sobie do zwierciadła parol74 kawalerski, że już nigdy w żadne kupno bez statecznego zastanowienia mojego i mądrych ludzi porady nie wejdę, oddałem się mojemu staremu gospodarstwu z wielką pilnością. Jednak już jakoś i tutaj mi nie szło; urodzaju nie miałem tego roku, burze jesienne dużo mi dachów popsuły, sadowina, źle ususzona, cale mi wygniła na strychu, kilkanaście sztuk bydła mi wypadało i dom przez to, że przez całe lato i jesień stał zamknięty i pusty, niemałemu popadł zniszczeniu, osobliwie też na dwóch konterfektach moich przodków taka jakaś pleśń nagle osiadła, żem je aż musiał dać przemalować. Mój podstarości, człowiek stary a praktyk wielki, który jeszcze z moim ojcem służył w konfederacji dzikowskiej i był aż pod Gdańskiem, mówił mi:
— Wszystkiemu to temu, panie, winny te niepotrzebne przenosiny. Poruszyło się nieszczęście — które nieboszczyk pan skarbnik, lat dwadzieścia siedząc na jednym miejscu, przygniótł był sobą do ziemi — i teraz hula. Jak tylko się gdzie wiedzie, to nie pytać, czy to arenda, czy zastaw, czy respekt75 nawet, jeno siedzieć tam, choćby do śmierci — a kiedy nie idzie, to i z dziedzictwa uciekać. Toć my przecie z Sandomierskiego z własnych dziedzicznych wiosek poszli, a jeno przez to, że nam tam nie szło. Ot! i Pan Bóg jakoś odmienił! — ale młodemu to zawsze się hulać chce, a fortuny swojej próbować, bo pstro w głowie, mospanie, i cała rzecz.
Wysłuchawszy tej perory podstarościego, którą zawsze mu wolno było mieć do mnie, bo kolegował z ojcem i przez długie lata dobrego zachowania76 u niego zażywał, pomyślałem sobie: może też ma i prawdę? Cóż ja mogę wiedzieć, jakie są drogi Opatrzności? Jednak nie frasowałem się tym tak bardzo, bom strat wcale wielkich nie poniósł, a choćbym był i poniósł niektóre, to i to byłoby mi znowu tak wiele nie szkodziło; zbytków wcale nie byłem łakomy, a miałem tyle, że mi mogło i na zbytki wystarczyć. Gorszym było dla mnie, że zima nadchodziła, a z nią długie wieczory, i nudno mi tak było samemu. Wedle rady owego świątobliwego misjonarza brałem sobie wieczorami jakąś księgę poważną, więc Biblię Nowego Testamentu albo żywoty świętych pańskich i czytywałem je zrazu sam, po parę godzin codziennie, ale widząc, że tąż samą robotą mogę się stać użytecznym i drugim ludziom, a osobliwie tym ludziom, których Pan Bóg mojej powierzył opiece i za ich dusze mnie odpowiedzialnym uczynił, zarządziłem, aby po wydaniu obroków, po zamknięciu wrót wszystkich i spuszczeniu psów z łańcuchów, co wieczora przychodził podstarości, dyspozytor i kucharz, ex officio77 też mój Węgrzynek, do słuchania tej przystojnej lektury. I działo się tak codziennie, co wszyscy czynili chętnie, bo księgi te są rzeczą tak prostą, że je każdy zrozumie, a zarazem tak wzniosłą i zajmującą, że się ich odsłuchać nie można. Po odczytaniu kilkunastu kartek ja zawsze jeszcze zaintonowałem którą kolędę i słuchaczy moich rozdzieliłem na głosy, co się bardzo pięknie wydawało, a tak się wszystkim podobało, że nigdy żaden na tę nabożną praktykę nie chybił ani się nawet spóźnił. Nie dosyć na tym: obcowanie za pośrednictwem Pana Boga z moimi ludźmi przyniosło mi i ten pożytek, że się wszyscy daleko lepiej podtenczas pilnowali w robocie, nabrali więcej poufałości do mnie, ale zarazem i uszanowania. Niebawem też i kilku parobków przyszło do mnie z prośbą o pozwolenie im przychodzenia także na tę kolędę, a szewc bóbrecki z swoim szwagrem kowalem nie ustąpili mi się póty, pókim ich także do tego bractwa nie przyjął. Jakoż dzień cały gospodarką, a wieczór ową nabożną praktyką wypełniwszy, anim się spostrzegł, że Boże Narodzenie już dawno minęło, a myśmy po lekturze miast kolęd śpiewywali godzinki, w których szewc, jako mistrz w tym kancie, swojej profesji właściwym, pomimo mego intonowania, jednak zawsze potem prym sobie zdobył i rzecz całą prowadził. Nie odbierałem szewcowi tej pociechy, jako jedynej okazji, w której rej wodzić mógł, i owszem, ciesząc się z tego, żem się przez ten mój pomysł stał kilku przynajmniej ludziom do pobożnej służby Panu Bogu powodem, starałem się każdemu z moich gości wieczornych jakiś prym dawać w czymsiś, iżby się tym więcej przywiązywał do tej rzeczy.
I zajmowała, i bawiła mnie ta robota; począłem nawet sobie już jakieś plany układać, czyby nie można to bractwo moje na całą wioskę rozciągnąć. I myślałem sobie nieraz, jaka by to była piękna przed Panem Bogiem i ludźmi zasługa, gdybym to ja gromadę moją pomału, przez opowiadanie słowa bożego i żywotów świętych, w tej przenajświętszej, w której się rodzą, żyją i umierają, katolickiej religii pięknie umocnił, pobożność i cnotę w nich ugruntował, pokory i wytrwałości w tych nieszczęściach światowych nauczył — jacy by to potem byli ojcowie, jacy gospodarze, a jacy słudzy Kościoła. Zresztą, czemuż by to i żołnierz nie miał z tego być? Widziałem ci, że monarchowie postronni mają całe regimenta z samych chłopów złożone. I tak różne myśli mi się snuły po głowie i Bóg wie co za ogromną rzecz byłbym wymyślił, gdyby nie ta ułomność ludzkiej natury, której, niestety, i ja podlegałem.
Owóż jak drzewo każde ku wiośnie ożywia się wewnątrz, puszcza pączki i liście i już nieodmiennie musi odbyć tę, którą Bóg mu przeznaczył, kwitnienia sprawę, tak i ja wtedy, mając się albo raczej już będąc w wiośnie mego żywota, musiałem uczuć w sobie ową czczość i jakieś przy tym pragnienie, które mi powiadało: Jesteś sam, a przecież nie to jest twoje przeznaczenie.
To poczuwszy, długo się zastanawiałem nad sobą. Żenić się, wcale to ludzka rzecz i obowiązkiem każdego jest, owoż i mnie należałoby się uczynić to, ale azaliż78 już do tego dla mnie jest czas? Młodym79 jest, skąpo doświadczenia u mnie, ot! niedawno uczyniłem rzecz, z której cudem bożym wybrnąłem, sam sobie w żaden sposób rady dać nie umiałem — nuż żona spyta o jaką radę! A jak należy robić to albo owo? Jak dzieci chować? Jak je potem prowadzić? Jak fortuną zarządzić? Naprzeli80 się czego, co będzie złym — znajdęż81 ja tyle w mej głowie rozumu, abym ją od wszystkiego złego powstrzymał i żonie, i dzieciom dobry przykład ze siebie dał? Przyjdąli82 (Boże uchowaj!) jakie nieszczęścia albo frasunki, które nie tylko samemu potrzeba będzie znieść, ale jeszcze i żonę w troskach utulić i pocieszyć, i od dalszych nieszczęść ochronić — będęż83 do tego potrzebną moc duszy i cierpliwość miał?
Więc kiedy mi się takie myśli snują po głowie i męczą mnie, to z drugiej strony znów jakaś niespokojna krew powtarza mi wciąż: żeń się i żeń; tyś dzisiaj na świecie nic, stoisz na tej ziemi sam, jak ono drzewko liche na miedzy, i choćbyś wyrósł wielki jak dąb, przyjdzie czas, upadniesz w proch, zgnijesz i ani śladu nie zostanie po tobie.