— Nic, mościa pani, nic mi o tym nie wspominał pan cześnik.

— Hm! To źle — mówiła dalej ochmistrzyni — bo to, widzi jespan, człowiek dziś, jutro, a, Panie Boże mnie skarz, jeżeli przy skonaniu mi jaki inny grzech na sumieniu zacięży prócz tego. A za grzech sobie to mam, żem za mało oka miała na Hanię, chociaż Panem Bogiem się świadczę, że i sto ócz byłoby nie pomogło. Bo przecież potem porwał ją z domu rodzicielskiego, wywiózł na swój zamek, ojcu tyle tym zadał frasunku, że myślałam, że umrze stary od samych łez i żałości... Ba! I odbili ją nazad, i poszła za mąż, i mąż ją odumarł, a kiedy jej potem za jakiegoś kaduka przebrany pojawił się pan Ignacy, to tak na nowo wariować poczęła, że aż ją stary wywieźć musiał na Mazury. Więc co by tam było moje pilnowanie pomogło?... Ale stary tego nie wiedział i wierzyć temu nie chciał, kiedym mu to powiadała, i całą winę złożył był na mnie. Nie wiemże, jak teraz? Toć to i to wykradzenie teraźniejsze... Hm! Nie chcę zresztą sądzić... ale... Hm! A nie mógłby jespan tak z daleka dowiedzieć się od pana Wita?...

— Cóż? Czy jejmości jeszcze oną dawną winę pamięta?

— To to — odpowiedziała staruszka — bardzo bym chciała wiedzieć... może by jeszcze... Hm! Bo jak tu z braterskim gniewem na sobie pokazać się przed Panem Bogiem? — I ocierała łzy biedna ochmistrzyni. Ja też perswadowałem:

— Ej! Nie płacz jejmość, uspokój się, już ja to biorę na siebie, że pan Wit sam jejmości powie do oczu, że jej nic nie pamięta.

— Nie chcę, nie chcę tego! Niechaj Bóg broni — zawołała ona na to. — Ja bym umarła ze wstydu na samo to wspomnienie. Niech jespanowi powie, że mi zapomniał.

— Dobrze, dobrze, to on mnie powie.

— Niechże ci Bóg nagrodzi. A za to przyjmże tę radę ode mnie, że niedobrze sobie amorami głowę nabijać, bo wiem ja coś i o waszeci. Siła mi tu Zosia nagadała różnych rzeczy, a dalibóg, że to niedobrze. Zawsze będą jakie nieszczęścia, bo podobno jest i drugi konkurent? Słuchaj waść... sfolguj trochę, jeżeli mnie dobrze życzysz.

— Ja jejmości życzę jak najlepiej, ale jakem Nieczuja, tak nie rozumiem, w czym mam folgować.

— Sfolguj trochę w afektach, bo to dziewczę w tobie tak rozszalone, że doprawdy przyjdzie do jakiego nieszczęścia.