— Czemuż to, panie bracie? Wszakże i waszmość możesz sobie upodobać w jakiej kobiecie i z nią się ożenić, a lubo czasy teraz smutne na świecie i dajmy, że coraz będą smutniejsze, toż przy kochającej żonie, w gronie dziatek wesołych, na własnej roli, pod własną strzechą, przecie jeszcze jakoś żyć można, a czas wolny od pracy niechaj zapełnią pięknej młodości wspomnienia... Toż i to jeszcze nie jest dola ostatnia! — On zaś na to:
— Pięknie to waszmość mówisz, panie bracie, ale nie dadzą mnie rady te słowa. Widziało się już bowiem i piękne rączki, i zgrabne nóżki, i oczek strzelistych niemało; ale zaprawdę powiadam tobie, że mąż, który się urodził w tych strasznych czasach i ma serce czujące i duszę, temu nie będą w głowie marne domowego szczęścia rozrywki ani go zwabią pięknych dziewcząt oczęta, ni kochającej żony co dzień jednakowe umizgi, ani wrzaskliwych dziatek pieszczoty... Ale co mi tam na tym!
Wtem hałas i krzyki, wzmagające się coraz bardziej w dziedzińcu, zamieniły się nagle w jeden krzyk wrzaskliwy i przeciągły... na ten wrzask Jur z Borowiczek porwał się ze swego siedzenia i poprawiając pas skórzany, który nosił po kurcie, rzekł do mnie:
— Aha! Już po biesiadzie! Chodźmyż i my; czas już wsiadać na konie, a tu nim wyruszymy, trzeba jeszcze jakoś sprawić tych ludzi, bo lubo ja nie myślę, żeby tam przyszło do bitwy, jednakże bez ładu trudno i marsz zrobić lada jaki.
— Jak to waszmość rozumiesz, że tam do bitwy nie przyjdzie? Ja rozumiem przeciwnie, że bitwa będzie, i to bitwa niemała, chyba że waszmość nie znasz jmć pana Piotrowicza.
— Ja go nie znam? — odparł Jur na to. — A któż go zna lepiej? Ale właśnie dlatego, że go znam, suponuję, że do bitwy nie przyjdzie. Zebrał on tam trochę hołoty, ale to wszystko hołota nie tylko bez broni, ale nawet bez ubioru; zamek nieopatrzony i o obronie z murów ani myśleć nie może, a do tego Piotrowicz to tchórz koronny, jak każdy łotr z obciążonym sumieniem. Na bezbronnych napadać, kobiety i dzieci straszyć po nocach, włóczęgów wieszać, o! do tego diabelska u niego odwaga, ale bronią na broń, piersią na pierś, nie widziałem go, aby kiedy uderzył.
— Otóż teraz waszmości powiem, że go nie znasz zupełnie. Ja nie tylko znam jego życie, które pełne jest jawnych dowodów odwagi, ale nawet sam go widziałem, kiedy bronią na broń i piersią o pierś uderzył, i to powiadam, że diabelska w nim odwaga. Diabelska, mospanie! Bo nie wstydzę się i tego powiedzieć, że nawet ja sam, który wiele o sobie trzymam, gdy pałasz mam w ręku, jednak nie przysięgałbym na to, że mu cięcie wytrzymam.
— To być może — odpowiedział Jur na to — boć nawet mówią, że sam diabeł w nim siedzi, ale ja bo i diabłu stanę głowa na głowę! A wiesz waszmość, dlaczego?
— Nie, nie wiem.
— Bo mam czyste sumienie — odpowiedział Jur z Borowiczek i z tym wyszliśmy na dziedziniec.