— Już ja się nie zgadzam na takie zdanie. Znam plotki, w których ani jednego słowa prawdy nie ma.

— Jakkolwiek bądź jest, jeżeliby moja chęć dobra odrzuconą nie była, to ja bym chętnie sam pojechał.

— A... jeżeli waszmość jedziesz — odpowiedziała na to z flegmą pani Strzegocka — i zechcesz po drodze wstąpić do Źwiernika, to i owszem, prosimy, abyś nam stamtąd napisał.

Po takiej odpowiedzi każdy się łatwo domyśli, jakie uczucie mną zawładnęło. Smutny i tak zbity z tropu, jakby mnie kto polał ukropem, wyszedłem z pani stolnikowej pokoju.

O miłości! Ileż to i najdrażliwsze serce znieść nie potrafi dla ciebie!

Michałowskiemu nie potrzebowałem powiadać, jaki obrót wzięła ta moja rozmowa, bo ten tylko spojrzał mi w twarz i zaraz poznał, co było. Jakoż wziął mnie za rękę i rzekł tylko te słowa:

— Kochany bracie, żal mnie ciebie od serca!

Kiedyśmy się spać kładli, Michałowski mi mówił:

— Smutno mi to bardzo, że te twoje sprawy tak nieszczęśliwy obrót biorą; Bóg mi świadkiem, że gotów jestem połowę mojego szczęścia odstąpić, aby ci twoje zapewnić; ale cóż ja pomogę? Nic nie wysiedzę, nic nie wygadam i snadź499 już tylko jeden czas albo jaka szczęśliwa okoliczność może rzecz tę pomyślnie zakończyć, a to już trzeci tydzień mija, jak ja tu wysiaduję.

Widziałem ja, do czego zmierzała ta mowa, i wiedziałem, że ma słuszność pan Krzysztof, bo zostawił gospodarstwo, dom, żonę i dzieci o sto mil od siebie; rzekłem tedy: