— Kiedyż ślub? — zapytam.
— Ślub? — rzeknie stary. — Pono101 jeszcze daleko.
— Co u diabła! — mruknąłem sobie pod nosem. — Przecie pisze wyraźnie, że zaraz.
Tymczasem druga102 szlachta znów do mnie:
— Kogoż mamy honor poznać w waszmości?
— Obcy, mospanie; przepraszam, że przerwałem zabawę — odpowiedziałem i wyszedłem, widząc, że to nie dla mnie kompania, ale wychodząc, słyszałem wyraźnie głosy: „Paniątko jakieś!” — a drugi: — „Może konfederacik, któremu się nie podoba kompania z cesarskim”.
Tymczasem już i noc nadchodziła, więc rzekłem do gospodyni:
— Ja bym tu i przenocował, gdyby była izba jaka po temu.
— Nie masz, wielmożny panie, innej jak tamta — odpowiedziała gospodyni — a to pijacy, to posiedzą do późna w noc, zwłaszcza że ta szlachta to dzierżawcy książęcy i mają jakiś proceder z księciem, w czym zasięgają rady owego patrona, a ten patron lubi piwo, to pewnie radę swoją będzie przedłużał choćby i do północy.
— Jaki zaś jest ten żołnierz? — spytałem.