— Marcin Szuja Nieczulski Zakroczymski. — Ale niebawem powrócił i pokiwawszy głową, rzekł z ukłonem: — Pani prosi.
Więc ja zaraz Węgrzynkowi kazałem złożyć delię w antykamerze, staremu położyłem czerwony złoty na stole i rzekłem:
— Pilnujże mi tu szuby, a ty idź do powozu.
Rozumiałem, że stary, wziąwszy dukata, wnet sobie „szuję” wybił z głowy, a ja, poprawiwszy jeszcze wylotów, rznę prosto do pokojów. Otwieram drzwi, ba! od razu sala tak wielka, że i na drugi koniec nie widać; ściany adamaszkiem obite, posadzka szlifowana, pełno pięknych sprzętów i różnych misternych gracików, duże zwierciadła w brązowych ramach, kobierce, świece woskowe w kilkuramiennych świecznikach, jednak pomimo tej wykwintności, we wszystkim przebija gust staroświecki. Widać, że wszystko tu nietykane i stoi tak, jak przed laty kilkudziesięciu.
Na adamaszkowej, tego samego koloru co ściany, poręczowej kanapie siedziała pani stolnikowa, kobieta lat może już koło czterdziestu, ale jeszcze tak piękna, że mogłaby była ujść nawet za pannę, gdyby nie to, że ogień jej oczu błękitnych zdawał mi się zanadto przyćmiony i jak gdyby łzami zalany i że cała jej postać tyle miała stateczności i prawie posągowej powagi, ile jej tylko w podeszłego wieku i znakomitego rodu matronach znachodzić131 się zdarza. Jakoż i tej powadze, która zapewne pochodziła albo już z przyrodzonego usposobienia duszy, albo z wielu bolesnych doświadczeń, przeżytych jeszcze za młodu, odpowiadał strój niewykwintny i w ciemnych kolorach trzymany: więc lekka czarna kapuza na głowie, ciemnoróżowym atłasem podbita, i długi robron132 materialny wiśniowy, na który zarzucona była czarna jedwabna pielgrzymka133. Koło okna siedziały jakieś dwie inne istoty niewieście, które coś haftowały przy krośnach, tych jednak od razu obejrzeć nie mogłem, bo ujrzawszy kanapę niepróżną, sunąłem prosto ku niej. Pani stolnikowa, widząc mnie wchodzącego, zaraz podniosła się z swego miejsca i postąpiła parę kroków naprzód, więc ja z pięknym ukłonem i z prawą ręką, w której czapkę trzymałem, wyciągniętą naprzód, ale pochyloną ku ziemi, natychmiast począłem w ten sens:
— Mam honor prezentować się pani stolnikowej dobrodziejce: jestem Marcin Nieczuja Ślaski, skarbnikowicz zakroczymski, szlachcic ziemi sanockiej. — Pani stolnikowa też na to:
— Miło mi jest powitać waszmość pana w tym domu, ale jakiemuż wypadkowi mam przypisać ten zaszczyt, który mnie tak niespodziewanie spotyka? — i wskazała mi ręką krzesło, sama opuszczone przez siebie zajmując miejsce.
— Nie jest to żaden niespodziewany przypadek, mościa dobrodziejko — odpowiedziałem, delikatnie na misterne siadając krzesło, iżby mnie nie zdradziło — ale wypełnienie najżywszej mojego serca intencji. Mój ojciec, śp. pan Marcin Nieczuja Ślaski, niegdy rotmistrz w wojskach: polskim, francuskim i jejmość imperatorowej rosyjskiej, później skarbnik zakroczymski i towarzysz pancernej chorągwi polskiego autoramentu, opowiadając mnie po staremu dzieje naszego rodu, nie zapomniał i o tym, że jego rodzona ciotka była niegdyś za panem Jakubem Strzegockim, wojskim sieradzkim. Będąc tedy w tych stronach i dowiedziawszy się od mego przyjaciela, pana Konopki, że w Źwierniku mieszka pani stolnikowa Strzegocka, a suponując, że pomiędzy nami musi być jakieś powinowactwo, postanowiłem nie opuszczać tej szczęśliwej dla mnie okazji i, bądź co bądź, u nóg pani stolnikowej dobrodziejki osobiście złożyć moją nic nieznaczącą, a jednak szczerą rewerencję.
To jednym tchem wymówiwszy, rzuciłem z boku oczkiem na panny, a pani stolnikowa do mnie:
— Dziękuję waszmość panu bardzo za jego tak otwarte sentymenta i wielce sobie szacuję jego piękną pamięć dla koligacji; muszę mu nawet powiedzieć, że o ile mnie znajomą jest parantela śp. mojego męża, stolnika rzeczyckiego a pułkownika — to słowo wymówiła z przyciskiem — chorągwi husarskiej polskiego autoramentu, rzeczywiście pan Jakub Strzegocki, wojski sieradzki a rodzony ojciec nieboszczyka, miał Ślaskę za sobą. Ale zaraz my się tu przekonamy. — To mówiąc, obróciła się do panien i dodała: — Zosiu! Idź no, poproś tutaj dziadunia albo przynieś mi manualik134 herbowy w czerwony aksamit oprawny, leżący na moim biurku.