— Łatwiej jak na wielkiej, gdzie tysiącami biją na kupę, jak było za króla Jana; ale u niektórych to tak: na małej się nie biją, bo mała, a na wielkiej, bo wielka. Hm, hm... Ślaski Nieczuja, Nieczuja Ślaski... pomiędzy nami jakieś powinowactwo musi być; przecie wojski krakowski, Nieczuja Jan, ten, który był poszedł z królem Janem na wojnę, a tu mu palestranci wyparowali byli żonę z dziećmi i zajechali dwór, że aż wróciwszy z wojny, zajazd musiał czynić na własną wieś... otóż ten wojski Jan, kiedym jeszcze był żakiem na Akademii Krakowskiej, kazał mnie się był tytułować wujkiem, a matka moja nieboszczka... Ba! Matka moja nieboszczka a jego żona były stryjeczne; przecie Grzymałówny obydwie... o!

— Tak, panie dobrodzieju.

— He! Cześnikiem mnie nazywają, chociaż takie było moje cześnikostwo, jak twego ojca skarbnikostwo.

— Tak, panie cześniku dobrodzieju, ale jest jeszcze i drugi sposób, w który mam honor być asaństwu dobrodziejstwu powinowatym...

— No, którędyż to?

— Przez śp. samego pana stolnika.

— Przez Strzegockiego? — zapytał dziadek, a namyśliwszy się cokolwiek, odpowiedział: — Prosta rzecz, rodzi go Ślaska. A czymże ta Ślaska była waści?

— Ta Ślaska była rodzoną ciotką mojego ojca.

— A tak! — rzeknie starzec. — Pamiętam, bawiła za młodu przy jw. Ossolińskim na respekcie, sierotą była ubogą — bo dziad waści, syn Jana, wojskiego krakowskiego, był człek lekki, całą fortunę przehulał; ojciec twój nawet z jego domu wyjechał o dwóch koniach i jednym pachołku i nie mając co robić innego, wojną się bawił, a kiedy wojny nie było w domu, to szedł w służbę do postronnych potencyj... o!... Konfederat dzikowski! Dopiero mi się ochapia136; przecie był ze mną w Gdańsku, kiedy miasto było oblężone przez Sasów... to, to, to, dobrze pamiętam. Toś ty syn jego? A pokażże mi się wasze, czyś do niego podobny?

I powstawszy cokolwiek, spojrzał na mnie, ale niebawem wzrok spuścił i na powrót usiadłszy, rzekł: