— Nic już nie widzę.

I w rzeczy ciemno się zrobiło, bo chociaż to ledwie parę godzin było z południa, jednak, jak mówi poeta o tej porze:

...w naszym miłym horyzoncie

Gdy południe u okna, zawsze wieczór w kącie.

Tedy pani stolnikowa kazała wnieść światło, które się składało z dwóch świec jarzących, a stary znów do mnie:

— Gdzież ojciec mieszka?

— Nie żyje już — odpowiedziała pani stolnikowa.

— He? — krzyknął stary.

— Umarł.

— Aha! Umarł! Proszę, młody człowiek... ba! Młody, tak się to zdaje, przecie musiał mieć lat siedmdziesiąt137 z czubem.