— Przestań! — zawołała niewiasta, nabierając mocy cokolwiek. — Przestań, bo chociaż słabą jestem... ale... albo na sługi zadzwonię. Czego chcesz w moim domu?
— Chcesz publiki? Jam gotów.
Wtem dało się słyszeć dzwonienie ręcznego dzwonka, który zaraz upadł na ziemię, potem huk wywróconego krzesła; zerwałem się więc z łóżka i wdziawszy prędko buty i kontusz, rzuciłem się do tych drzwi, porwałem za klamkę i przycisnąłem sobą, ale oparły się, były zamknięte. Jednak pomogło to, bo owo gadanie ustało zaraz i cisza była. Stałem tak jeszcze z jakie dwa pacierze, przykładałem ucho do klamki, ale już nic. Wyniosło się to, więc położyłem się, a przypomniawszy sobie, żem przez oczy Zosine o pacierzach wieczornych zapomniał, dopiero mi przyszła myśl, że ten gwar nie czynił kto inny, jeno jakieś dusze pokutujące, które pod owe czasy w każdym prawie znajdowały się domu, a które najłatwiejszy przystęp mają do człowieka zapominającego o Bogu. Więc uklęknąwszy przy łóżku, począłem pacierze, które, jak zwyczajnie, trwały pół godziny albo i więcej. Jednakże przez ten czas już nic się nie ruszało na żadnej stronie. Po czym, obejrzawszy pistolety i szablę, które leżały przy moim łożu, położyłem się, a sen mocny i odrętwiały objął zmęczone ciało moje.
III
Wstawszy rano i odmówiwszy pacierze, nie miałem nic pilniejszego, jak przypomnieć sobie wczorajsze wieczorne zdarzenie i nad nim pomyśleć. A ponieważ już Pan Bóg tak daje, że ludzie wierzący w duchy i nocne zjawiska tylko też w nocy w nie wierzą, mniej się ich obawiając do słońca, więc i ja po dniu nie bardzo jakoś przypuszczałem do siebie tę myśl, żeby owe wczorajsze głosy i rumory miały pochodzić od duchów. I kiedy pomyślałem w tym względzie o osobach żywych, które by to miały być, to najpierwej mi się przypomniał Murdelio, w niewieście zaś owej wprawdzie suponowałem panią stolnikową, ale rozumem tego dopuścić nie mogłem. Bądź co bądź, pierwsza rzecz, o którą zapytałem Węgrzynka, chodzącego około moich szat, była ta, w której izbie nocuje mnich franciszkan?
— On tu nie nocował, wielmożny panie — odpowiedział Węgrzynek.
— Jak to? Więc nocą odjechał?
— Nie odjechał, on odszedł nocą do karczmy, bo tam furę miał.
— Biegajże — rzeknę — do karczmy i udawszy jak gdyby nigdy nic, popatrz, czy jest i czym się bawi, a kiedy go nie ma, to się dowiedz, kiedy odjechał, dokąd i jak często tu bywa?
Mighaza sprytny chłopiec był i dowcip miał do każdej kawalerskiej imprezy, a że szlachcic był i wbiłem to w niego, że powinien Panu Bogu umieć odwdzięczyć się za to, że mu się dał w tak wdzięcznym stanie urodzić, więc też i pewnym mogłem być, że kiedy co podejmie, to raczej na miejscu położyć się da, niżeliby miał odejść z niczym lub zdradzić ufność w nim położoną. Przy swoich cnotach miał on jedną wadę, a nią było to, że bitwę namiętnie lubił i zgoła bez niej nie mógł żyć, i w tej materii niedoskonałym szlachcicem był, bo pomiędzy bronią a bronią różnicy nie chciał znać, a nawet, żeby prawdę powiedzieć, to u niego zawsze lepsza była pochwa żelazna albo drąg jaki niżeli szlachetny kord, a już nad własną pięść nie było u niego nic. Z tej jego wady atoli miałem tę korzyść, że kiedym jego w podróży ze sobą miał, tom nigdy nie znał, co to czekać na coś na drodze, promu nie zastać na przewozie albo koni nie mieć gdzie postawić w gospodzie — w takich terminach zawsze Mighaza naprzód szedł i choćby przez piekło samo taki uczynił rum, że nie tylko ja, ale i kilku jeszcze za mną śmiało przejechać mogło. A chociaż nieraz się tak wydarzyło, że przenocowawszy w gospodzie, na drugi dzień go cale nie zastawałem w tym miejscu i dopiero gdzieś aż o milę drogi zdybywałem czekającego na mnie przy gościńcu, i lubo nieraz przychodziło mi płacić basarunki162 gospodarzom, kowalom lub stróżom, jednak chętnie to czyniłem, bo za te nieprzyjemności sowicie od niego byłem wynagrodzony przywiązaniem i niepraktykowaną w dzisiejszych czasach wiernością. Kochałem go też nawzajem jak brata i szanowałem, a jeżelim go używał do lichej około butów posługi, to działo się to li w drodze; w domu on mnie wszystkim był: dworzaninem, marszałkiem, konsyliarzem, koniuszym, kasjerem, szatnym, i wszystkie te funkcje wypełniał jak potrzeba, żadnej się roboty nie kając oprócz gospodarstwa, do którego żadnego dowcipu nie miał, ale też i nie potrzebował go mieć, bo od czegóż był podstarości i dyspozytor?