— Hi, hi, hi! Lgocki.

Wyprowadziłem go tym z kłopotu, który tuż w trop idzie za każdą niezgrabnością, bo wszyscy się w głos roześmieli, więc i Lgocki miał dosyć czasu ochłonąć ze wstydu, i sługa pozabierać ze stołu czerepy174. Ochłonąwszy atoli, nie śmiał się już po staremu i po głupiemu starościc, ale natomiast rzekł do mnie:

— Czegóz waszmość się śmiejesz?

— Ot, tak sobie — odpowiedziałem.

— Moze to ze mnie?

— A może! Bo na koniec dlaczegóż się nie śmiać, kiedy kto nie do swoich rzeczy się bierze?

— A to jak?

— Ej! Siła by o tym gadać i snadź lepiej by to na inną porę odłożyć, na ten raz wszakże muszę choć to waszmości powiedzieć, że się nie nazywam „Niecuja”, tylko „Nieczuja”, i nie lubię tego, kiedy kto moje nazwisko przekręca.

— A kiedy ja nie mogę wymówić.

— W takim wypadku może Demostenes waszmości posłużyć za przykład, ten bowiem nie mogąc słów należycie wymawiać, wkładał sobie kamień pod język i chodząc nad brzegami rzeki tak długo się ćwiczył w wymowie, póki się jej nie nauczył.