— A kiedy ja nie Demostenes.

— Kiedyś waszmość nie Demostenes, jak sam przyznajesz i jak to zresztą poznać nietrudno, to kto inny może waszmości posłużyć za przykład, et quidem175 zwierzęta, które w tym są mądrzejsze od nas ludzi rozumnych, że kiedy czego wymówić nie umieją, to milczą. Ale dajmy temu pokój, bo tym nie zabawimy dam, które tutaj przytomne176.

Pani stolnikowa się trochę skrzywiła na to i Konopka na mnie kiwnął, iżbym dał pokój, ale dziadek, podniósłszy rękę do czoła, aby oczy zasłonić od światła, wpatrzył się we mnie i rzekł wesoło:

— Ale to ty masz rozum, Nieczujo, jak król Stanisław nieboszczyk, u którego zawsze na wszystko była racja w głowie; lubię takich, co to ząb za ząb, a oko za oko. Takimi byli wszyscy Nieczujowie, jak ich pamiętam, a że takimi od wieków i Piotrowicze, więc napijże się ze mną wina za to.

Napiliśmy się, o co mniejsza, ale to ważna była dla mnie, żem się od razu wyższym pokazał od mego adwersarza, okazał go w oczach mojej panienki śmiesznym i sponiewierał po trochę — wiedziałem bowiem, ile to ważyło dla mnie, bo któż nie wie, że kobiety raczej wszystko złe zniosą u swoich amantów niżeli to, kiedy dają drwić z siebie i poniewierać sobą lada komu. Nie jestem zresztą tak bardzo krwiożerczy i na ten raz dość mi było tryumfu; nie zaczepiałem już cale Lgockiego; czyniłem tylko tak, iż go odtąd stale uważałem za sprzęt nieżywy i tak traktowałem. I przyniosło to skutki dobre, bo Zosia, jeżeli dotąd serca nie miała dla niego, to odtąd już go i mieć nie mogła.

Po obiedzie, kiedy wszyscy przeszli do sali i pousiadali na miejscach zwyczajnych, a przed dziadkiem postawiono stoliczek ze szklankami i butelką wina, Konopka wziął mnie pod ramię i do drugiej izby zaprowadziwszy, rzekł do mnie:

— Wiedziałem, że cię tutaj zastanę.

— Widać stąd, żeś domyślny.

— I to racja, ale z tego, coś mówił przy stole, ja się jeszcze i czego więcej domyślam. — Ja też na to:

— Panie bracie! Domyślać się wolno wszystkiego, ale nie idzie za tym, aby to wszystko zaraz i mówić wolno.