— Chciejże komu dobrze, on ci za to da po ziobrze; takie to czasy!

— Panie bracie, skończmy to, bo albo ty gadasz nic do rzeczy, albo ja już taką fantazję dzisiaj mam, że mi pieprz rośnie na języku. W każdym razie nie dogadamy się, odłóżmy zatem tę rzecz na wieczór albo na jutro.

— Nie może być, bo będzie za późno.

— A! Jeżeli tak pilna — rzekłem niechętnie — tedy służę waszmości — i wziąwszy go pod ramię, zaprowadziłem się z nim pod okno, a działo się to w tym samym pokoju, w którym zeszłej nocy owe dusze mi się głosiły. Tam tedy stanąwszy, rzecze on do mnie:

— Panie bracie, jest taka rzecz. Uważam, że ci bardzo podobała się Zosia i że się tej serca twego sprawy od razu imasz178 na ostro. Miło by mnie było bardzo nazywać się tak zacnego kawalera szwagrem i bratem i pewnym być możesz, że w każdym innym razie za najświętszy obowiązek bym sobie miał ofiarować ci służby moje i pomoc braterską; tutaj atoli zachodzi ta okoliczność, że co najgoręcej pragnę, w żaden sposób przedsięwziąć nie mogę, z czego wytłumaczyć się przed tobą pod karą utracenia twojej przyjaźni muszę. Jest tedy tak: najprzód, że pan starosta Lgocki, ojciec Jędrusia, przed rozpoczęciem tej jego konkurencji w Źwierniku oddał mi go pod wyłączną opiekę i prosił, iżbym, jako znajomy i dobrze położony w tym domu, radził i pomagał jemu we wszystkim; wiedząc ja zaś, że Jędruś w gruncie ma serce dobre, a, co główniejsza, fortunę niepartykularną179, i że z tymi przymiotami doskonałym będzie mężem dla Zosi, przyrzekłem ojcu i jemu, iż mogą liczyć na mnie w każdym terminie. Po wtóre, zachodzi jeszcze ta okoliczność, iż Jędruś, konkurując tutaj już od jesieni, wspomagany przeze mnie i innych sąsiadów, a nawet przez jednego z możniejszych panów, nie wiem zresztą jak u panny, ale u matki położony jest tak dobrze, że podobno tylko jakieś nadzwyczajne wypadki mogłyby to zrządzić, żeby mu się nie dostała ta partia. Owóż tedy nie tylko miałem sobie za obowiązek przestrzec ciebie jako tak łaskawego na mnie i kochanego drużbę mojego, żebyś sobie na próżno tą panną głowy i serca nie bałamucił, bo, jak mi Bóg miły, z tego nic być nie może — ale nawet powiedzieć ci, iż w razie, gdybyś już nie chciał na żaden sposób nawracać z tej, na którą wszedłeś, drogi i w konkurach persewerował180, iżby cię moje zachowanie się w tej sprawie, które już nie może być inne, jak obojętne dla ciebie, a Jędrusiowi przychylne, cale nie zadziwiło i do złych myśli o mnie nie prowadziło. Owoż co miałem powiedzieć.

Ja też natychmiast w ten sens:

— Panie bracie! Czy przyjaciela, czy adwersarza mieć mi w waszmości, zawsze to tylko honor może być dla mnie, i to honor niepospolity, bo lubo przedwczorajszy dzień między nami był taki, że wypadało go koniecznie krwią trochę opłukać, jednak dzisiaj jawnie już widzę, żeś jest kawaler pięknego serca i umysłu takiego, jak przynależy. Za otwarte postąpienie twoje przeciwko mnie i pilność, z jaką dbasz o moją o tobie opinię, szczerze ci dziękuję; zaś co się tyczy dalszego mego postępowania w tym domu, to będzie ono zawisnąć od tego, jakie natchnienie położy Bóg w duszę moją; to ci tylko na teraz powiedzieć mogę i muszę, iż lubo za tym, że mi się Zosia podobała, czego nie taję, wcale jeszcze nie idzie, żebym miał zaraz konkurować o nią, to jednak, jeżeli już raz takie postanowienie uczynię, od niego mnie ani starościc, ani ty, ani wszyscy Mazurowie wąsami nie odstraszycie; bo już taka jest moja natura, że kiedy piję, to do dna, kiedy biję, to na śmierć, kiedy komu służę, to całą duszą; więc i kiedy konkurować zacznę, to już pewno pierwej nie ustanę, póki albo mnie diabeł nie weźmie z kretesem, albo panna nie będzie moją. Ale co tam o takich rzeczach rozprawiać, które robić potrzeba! Przyszłość wszystko okaże, tymczasem zaś chodźmy do pań, bo dalej pomyślą, żeśmy na jaką konferencję, a nie z odwiedzinami w ich dom przyjechali. — I biorąc go pod ramię chciałem iść, ale on jeszcze:

— Tylko słówko... albo nie, chodźmy do pań.

Zatrzymałem się tedy i rzekłem:

— Wiem, coś chciał powiedzieć.