— No, cóż takiego?
— Chciałeś mnie pewno uważnym zrobić względem postępowania mojego z Lgockim...
Uśmiechnął się na to Konopka, ja też dodałem:
— Znasz mnie już trochę, panie bracie, ponieważ wiesz, że ludzie upartego ducha są jakby dzieci, które im więcej im się czego zabrania, tym goręcej się tego napierają, i tak dalej, i tak dalej, więc podobno najlepiej będzie, żebyśmy o tej materii więcej już z sobą nie mówili... nawet jeżeli wola, dajmy sobie parol na to.
— Jeżeli ci się tak podoba — rzekł na to dumnie pan Konopka — to ja nie mam nic przeciw temu. Ja o tej materii nic z tobą rozmawiać nie potrzebuję.
— A ja się będę starał, abym nie potrzebował rozmawiać o niej z tobą. Więc my dwaj o tym nigdy.
— Nigdy.
— Parol181?
— Parol. A... a jakżeż będzie z drużbowaniem? — zapytał Konopka.
— Jak ty rozkażesz; mnie się zdaje, że to tylko szewcy tak czynią, że jeżeli się nie porozumieją w cechu, to już się kłócą ze sobą i w domu, i na ulicy, i w gospodzie, i na procesji; szlacheckiego zaś zakonu to praedicatum182 jest, że jedno nieporozumienie, a nawet bitwa sama nie uwalnia nikogo od reszty, albo z dawna już przyjętych, albo świeżo co danym słowem oznaczonych obowiązków względem drugiego i drugich.