— Więc tamto manet183?
— Manet sine nulla exceptione184, chyba żeby niemożność.
— Ultra posse nemo obligatur185 — dodał Konopka i z tym weszliśmy do sali. Tam zastaliśmy wszystkich siedzących i rozmawiających, pani stolnikowa po staremu na kanapie, panny przy krosienkach pod oknem, Lgocki przy nich, a dziadek w swoim głębokim krześle, przy którym stał stoliczek ze szklankami i na pół wypróżnioną butelką. Dziadek tedy do nas:
— No i cóż tam za sprawy tak pilne macie ze sobą, że nas zostawiacie samych? Może konfederacja jaka? He?
— Gdzież tam, mości dobrodzieju! — odpowiedział Konopka — prędzej by konkurencja jaka, kontrowers186, kontrybucja, a nawet i koniugacja niż konfederacja; ja przynajmniej już z daleka od wszelkiej konfederacji aż do samej śmierci, bo za jedną już mi takie ad intende187 dali nieboszczyk tatunio, że na samo jej przypomnienie włosy mi się jeżą do góry.
— No, nie ma to być tak rozumiano — odpowie dziadek — jeżeli dostałeś od ojca w gębę, to nie za konfederację, jeno za to, że ze szkół uciekłeś i bez jego pozwolenia, a z niczym, jako lichy woluntariusz188, nie jako obywatel do niej poszedłeś, a i pomimo to jeszcze założę się, że niechby jeno, nie mówię formalne innotescencje189 albo uniwersały, ale byle pogłoska, to ani ludzkie oko by cię tu nie zajrzało.
— O! Co pan Konopka, to moze — odezwie się na to starościc, przysuwając się z krzesłem do Zosi — ale ja juz się stąd ani rusę.
— A czy waszmość już się kiedy ruszałeś? — spytałem ja.
— A czemuz by nie? Służyłem psecie w pułku generała Bysewskiego.
— Wielki żołnierz musiał z waszmości być, jak to snadno190 widać po jego fantazji — rzekłem na to, trochę na przekór Konopce.