— Żebyś wiele wiedział, nie byłbyś sprawiedliwym Mazurem — odpowiedziałem. On się zerwał i odchrząknął. Ja też zaraz wyszedłem do sali, za mną runęli drudzy, alem zawsze jeszcze był trochę pijany, lubo tylko tyle, że mi kipiała fantazja. Przyjdę tedy do Zosi i proszę ją w taniec. Z drugiej strony przyskakuje Lgocki, mówiąc:

— Ja prosę.

— Won! — krzyknąłem na niego, trzymając już Zosię za rękę. Przestraszyła się Zosia i nie wiem, czy z przestrachu, czy umyślnie, ścisnęła mnie za rękę; Lgocki odskoczył i uciekł. Stanąłem tedy do tańca, a że to żadnego ze starszych nie było w kole, więc ja wziąłem prym i kazawszy grać krakowiaka, puściłem się, inni za mną. Gotowało mi się już koło serca, to owe Zosine uściśnienie ręki, to rankor226 do Mazurów, to wino, więc po jednym przetańcowaniu stanąłem przed kapelą i dla ochoty zaśpiewałem starą jak świat piosneczkę:

Mazurowie naszy od jaglanej kaszy

Słone wąsy mają, w piwie je maczają.

I poszedłem w taniec, drudzy za mną. Ale za drugim kołem już Stojowski stanął przed kapelą i że to umiał prędko wiersze robić, zaraz odśpiewał:

Sanoczanie biali w winie je maczali,

Ale posiadali i pozasypiali.

Dobrze to odpowiedział Stojowski, bo nawet i owo „biali” dobrze kwadrowało do mnie, bom to wtedy jeszcze miał takie jasne włosy jak len. Rzekłem tedy sobie: „Panie Boże, chybabym nie był sługą Twoim, żebyś mnie teraz opuścił!” — i puściwszy się na nowo w taniec, przecie mi nie brakło konceptu, bo stanąwszy przed kapelą, odśpiewałem się gładko:

Kiedy już zasnęli, kiedy w kącie siedli,