— Nie umiem panu na to odpowiedzieć.
— Któż mi odpowie za panią? — zawołałem. — Powiedz mi, pani, a choćby mi po ten respons234 nieoceniony iść aż na kraj świata, choćby kołatać do drzwi papieżów i królów...
— Oj! Nie tak daleko — odpowiedziała Zofia — wszystko jest w rękach mojej matki.
Hej! Żeby mnie kto był na sto koni wsadził natenczas, ażeby mi korzec złota darował, żeby mnie królem najpiękniejszej krainy ogłosił, toby mi takiego ukontentowania nie sprawił i serca tak nie nastroił wysoko, jak to uczyniła Zosia tymi kilku powiedzianymi słowy. Toteż nawet w zapale wykrzyknąłem jakichś nierozważnych słów kilka, ale że mi Zosia zaraz powiedziała:
— Ej! Panie Marcinie, będzie wielka plotka z tego na jutro! — więc umilkłem i rozmawiałem już cicho, ciszej nawet niż na spowiedzi. Przy takim spowiedniku, gdyby było przyszło i milczeć nareszcie, tobym sobie jeszcze i milczenie był poczytał za szczęście...
Więc my sobie tu rozmawiamy, a tam bez ustanku tańcują. Niebawem też przyszła i na nas kolej. Porwałem się rączo i z jeszcze lepszą fantazją wywijając moją panienką, wyśpiewywałem jeszcze cudne rzeczy i sam nawet nie wiem, skąd mi się brały, bo anim się rymotworstwa kiedykolwiek uczył, anim dwóch wierszy w moim życiu nie złożył. Ale szlachcic, który ma dobrą fantazję, kiedy w głowę naleje, wszystkim być może, a nawet poetą. Koniec końców, żem naśpiewał jakie kilkadziesiąt piosneczek; Stojowski, który był sławny z tego, że w okamgnieniu wiersze robił, a nawet czasem, kiedy miał wenę po temu, to i od razu odpowiadał lub zgoła perorował wierszami, dobrze mi sukursował w tej robocie, a nawet często przemagał konceptami, „bo i Apollinowi nie zawsze odpowiadała lutnia” — jak mówi Kochanowski; inni też także śpiewali, co który umiał albo naprędce ułożył. Lgocki tylko chodził chmurno popod ściany i iskrzącym, ale zawsze mazgajowatym okiem na mnie spoglądał; chciałem go rozruszać i na niego raz i drugi co zaśpiewałem, ale że mi się ani razu nie odciął i przekonałem się, że jest z tej strony bezbronny, więc dałem mu pokój. Wszakże po staremu bez jednego żołnierza wojna była i my bez Lgockiego bawiliśmy się doskonale, i tak nam pięknie i prędko czas zeszedł, że niepomałuśmy235 się zadziwili, kiedy ksiądz jakiś poważny czy kanonik jaki, czy proboszcz miejscowy, nagle wysunął się z kąta i do Stojowskiego powiedział:
— Dobijajcie waszmość czym prędzej, bo już tylko pół godziny zapust macie.
Spojrzałem na zegarek, istotnie pół do dwunastej już było; rzekłem tedy do Zosi:
— Otóż to w miłej kompanii czas, a przy miłej tanecznicy i taniec jak prędko mija. — A tu Stojowski do mnie:
— Kończmy, panie bracie.