Mickiewiczowi ode mnie tysiąc uścisków. Żegnam Cię. Mój adres: Piazza di Spagna Nr 26 Roma.

Ściskam Cię najserdeczniej, najserdeczniej.

Jeśli wpadnie Ci w ręce Agaj-Han, drukowane we Wrocławiu u Korna niedawno, to myśl o mnie!

82. Do Konstantego Gaszyńskiego

Rzym, 16 decembra 1833

Drogi Konstanty! Czego Ty naśladujesz formę mickiewiczowską? Czego Ty nie dążysz do udzielności, do głębszych myśli? Czego Ty bierzesz poezję, jako styl, jako skupienie pewnej ilości porównań, a nie jako rzecz, jako duch, z którym przez długie namysły zapoznać się trzeba. Np. wiersz Twój o Napoleonie jest to Delavigne, jest to to właśnie, co inni wszyscy powiedzieli o Napoleonie: ale ja chcę, byś Ty coś powiedział. Dalej, w Olszynie piękne i trafne porównanie odchodzącego morza i zostawiającego muszlę za sobą, ale czemu efekt cały psujesz zaraz wierszem: „Tutaj muszlami były nieprzyjaciół ciała”. Na co ten opis, to wytknięcie, że ja to i to powiedzieć, a to tylko, nie co inszego, chciałem?

Pamiętaj, że poezja jest syntezą, analiza zawsze jej szkodzi. Uczucie poetyczne przecież jest nieopisanem, syntetycznem, kiedy się więc rozrabia na słowa, na myśli, trzeba, o ile sposób, zachować jego naturę: podnieść ramię i wskazać ludziom, a niech oni rozbierają, ile promieni w tej gwiaździe i jak szybko światło jej bieży do ziemi. Daję Ci te rady i krytyki bez bojaźni, by Ci się nie spodobały; gdybym Cię nie kochał serdecznie, tobym Ci powiedział, że nic z tego nie widziałem w Twoich wierszach. Myśl głębiej, myśl głębiej, drogi mój Konstanty! Wyzwól się raz na zawsze z form cudzych i w poezji, i w polityce! Odrzuć fatalizm warszawski, który jeszcze przebija w Tobie!

Co Ty nazywasz duchem rewolucyjnym u nas, co Ty mienisz przez „przytłumienie” jego? Czyś się dotąd nie przekonał, że wszystko było niedojrzałe, że ideę wielką wcielono w krzyk i hałas, i mierność? Jej niedobrze było w tych łachmanach, więc usunęła się. Ale powiedz mi, cóż nie było miernością, co nie wyszło u nas na ostatnią nędzę: i zapał, i olbrzymi terroryzm, co miał być nowym 93 rokiem, i poezja pisana, i elokwencja mówiona, czy to nie małe dzieci wszystko? Czemu Ty, drogi mój Konstanty, ufasz słowom, jakoby przyjaciołom doświadczonym? Słowa, wierz mi, są niczem, ale możem się przyzwyczaić do uważania ich za wszystko. Krótko mówiąc, nie rozumiem Twoich utopij o rzeczypospolitej, kiedy żyjesz śród najzepsutszego towarzystwa. Potem naucz się ważyć ludzi na wartość ich, przekonaj się, co to są imiona głośne, sławy, czyny, trąbione po świecie. Mój drogi, mój przyjacielu! Wierzaj słowom kochającego Cię szczerze, zamknij się w sobie nieco, myśl udzielnie, rozważaj sam, odłóż entuzjazmy, które zwykle kończą się niczem, bo w słowach siłę duszy wyrzucają na wsze strony świata, a kiedy do czynu przyjdzie, idź te siły zbierać tam, gdzie wiatry je poniosły!

Improwizacja Konrada jest dzielna, „Pielgrzymstwo106” jest tak głęboko pomyślane, jak nieczęsto zdarza się myśleć naszemu wiekowi, ale przez krewkość ludzi będzie ono raczej szkodliwem, niż użytecznem, bo mało kto zrozumie cele autora, cele najczystsze, najświętsze. Mickiewicz jako człowiek jest jeszcze piękniejszym, niż jako poeta; on jeden szczerze mówi, on jeden wie, co poświęcenie. Dlatego myślę, że źle mu jest pomiędzy ludźmi, którzy interes swój mają na celu, a słowo „poświęcenie” przyczepiają do siebie, jak liść figowy na posągach, by zakryć, wiesz co.

Agaj-Han jest meus. Sądzę, że nie było jeszcze po polsku dzieła formy takowej. Poemat prozą, często liryczny; zresztą może być głupstwem, bo myślę, że wiek 19-ty jest wiekiem mierności pod wszystkiemi względami, co pochodzi z tego, że wspólnej idei w nim nie ma, a indywidualność ludzka, jakkolwiek genialna, za słaba, jeśli nie w związku z ideą, tyczącą się ogółu świata. I dlatego też w poezji sztuka przepadła — sztuki dziś nie ma, są tylko sztuczki pojedynczych ludzi.