Przesyłam Ci wraz z tym listem małą sumkę 360 franków; może Ci się na co zda, a przynajmniej na to, żebyś był pewny, że Cię nigdy nie zapomnę i najszczerzej zawsze kochać będę.
Odpisz mi zaraz i, jeśli masz jakie polecenia, daj.
Twój Z.
81. Do Konstantego Gaszyńskiego
Rzym, 21 novembra104 1833
Twój list z Korsyki wczoraj odebrałem w Rzymie. Są chwile, są głosy, które dochodzą mnie, jak gdyby z łona wieczności: Twój właśnie brzmiał mi tak wczoraj. Kiedym pomyślał, że razem wzrośliśmy, że przestrzeń pokoju mojego w Warszawie, gdzieśmy tyle godzin przeżyli, rozszerzyła się na lądy i morza, dzielące Rzym od Bastia, do Aix, zdało mi się to dziwnem. Oba błąkamy się po świecie, a dom nasz, powiedz, z której on jest strony?
Ja tu zimę prześlęczę, bo lubię te gruzy, lubię tę karę, która spadła na miasto wieczne, na miasto ucisku i podłości, egoizmu i zbytków, słowem na ten Rzym, co był otchłanią, pożerającą wszystkie narodowości świata. A teraz, spojrzyj na te ruiny, na ten bluszcz, rozkosz zieloną jaszczurek, na te groby pomieszane, powikłane, leżące w pustyni, w Kampanii Rzymskiej, a potem pójdź do pałacu cezarów, do Kolizeum, do gmachów Karakalli! Olbrzymy stawiali te mury, tysiąc ludzi skonało, nim drugie tysiąc dźwignęło te filary, te stosy rzniętych, dłutowanych opok, a dziś wyryte na nich dłonią czasu przekleństwo, jak na czole zbrodniarza, i Rzym leży zwalony, leży i gnije, leży i nie powstanie więcej!
Tu dopiero masz wszystkie idee tego świata, rozciągnięte na ziemi i zdeptane: patrycjat w sarkofagu Scypiona, w grobie Metelli, zwierzchnictwo ludu w cyrku gladiatorów, w pałacach cezarów, bo cezar był najwyższy trybun, cezar był niegdyś reprezentantem ludu. Patrycjat, choć srogi, nieubłagany, egoista, miał cnoty wielkie, znał, co to poświęcenie dla swojej idei, co to walka długa, uporczywa i śmierć bez trwogi. Ale lud i cezar nie znali nic, nie umieli nic; byli zwierzętami, zataczającemi się wśród krwi i złota. Patrz, jak się rozpili: z Rzymu przodków swoich zrobili rynsztok rozkoszy i legli w nim, i przeszło lat trzysta leżeli w nim, aż zagrzmiała trąba Północy, aż przyszli barbarzyńcy i znieśli ich precz na wieki!
Ale razem tu jest świętszy widok: krzyż tu panuje, katolicyzm tu stanął po wszystkich wzgórzach; on świat ocalił, a razem w miłosierdziu swojem obronił ostatki starego świata. Żebyś tu był, ukląkłbyś i uwierzyłbyś. Poeto, wstydź się nie być katolikiem!
Teraz Ci powiem coś, ale żądam od Ciebie najświętszego słowa przyjaźni, że nikomu, bez wyjątku, nie powiesz nic o tem. Mam dramat, dotyczący się rzeczy wieku naszego; walka w nim dwóch pryncypiów, arystokracji i demokracji; tytuł: Mąż. Przeszlę Ci manuskrypt; nie wątpię, że zyski będą, bądź łaskaw je przyjąć od przyjaciela. Rzecz, sądzę, dobrze napisana. Jest obrona tego, na co się targa wielu hołyszów: religii i chwały przeszłości. Bezimiennie powinno być wydrukowane; nikt nie powinien domyślić się autora. Słyszysz, Konstanty! Jeśli mnie kochasz! Ten wyraz usta Ci na kłódkę zamknie, nieprawdaż? A rzecz ułożysz następującym sposobem: pan Jędrzej Firlej umarł w Korsyce kiedyś i Ty tam był. Młody to był Polak; umierając, powierzył Ci manuskrypt ten, prosił o wydrukowanie. Przyszlij mi swój adres, odpisz czy się podejmujesz tajemnicy, a przesłanem Ci dzieło zostanie. Pamiętaj, że mnie kochasz, że żadne względy nie mogą Cię zniewolić do wydania tego, co Ci przyjaciel powierza105.