Szliśmy tą samą drogą i w jednaki sposób dokonaliśmy naszego biegu. Te same uniesienia do tych samych doprowadziły nas wyników. Mnie do nudy i bezczynności, Ciebie do erudycji i krytyki. Wszystko to, choć różne formą, jest apatią i wskazuje na wielki brak w nas obydwóch rzeczywistego życia i dających się stwierdzić czynów. Lecz Ty jesteś w o wiele lepszem, niż ja, położeniu. Dziś, jak i w dniu, gdy marzyć i podniecać się rozpocząłeś, stoisz mocno na nogach i posiadasz wielkie zdolności, które Twoje badania naukowe coraz bardziej rozwijają. Ja jestem zdyszany i zniszczony fizycznie, moja siła wewnętrzna nie ma organów rozwoju, toteż zwraca się zawsze ku sobie i sama siebie pożera.

Walerian także mi napisał list pełen stoicyzmu i animuszu. Sądzę, jak Ty, że mu się trochę w głowie przewraca. Ktoś powiedział, a ja to powtórzę teraz, że mierność, która się upiera, więcej dokona, niż geniusz, który się zniechęca. Ale zresztą jest to naprawdę człowiek honoru i serca.

Powiedz mi, proszę Cię, Henryku, co się z nami stało? Czem są nasze dawne myśli, czem nasze życie minione? Czy jest jeszcze w nas cośkolwiek z tego, co było w 1830 i 31 r.? A wiesz, jaką wielką różnicę zaznaczyć należy? Oto, że niegdyś robiliśmy wiele, źle, ale mieliśmy wiarę, dziś mało i dobrze robimy, ale bez wiary, bez celu, bez nadziei, z przyzwyczajenia raczej, niż z natchnienia; tylko, ponieważ przyzwyczajenie jest wielkie, nabyte i zręczne, dzieło ma formę artystyczną. Coraz bardziej mię zadziwia wiek nasz, zadziwiają młodzieńcy i młode kobiety, które mię otaczają. Nikt nie chce być sobą, każdy marzy o tem, by zostać Napoleonem. Kobiety drwią, gdy im się mówi, że powinny być małżonkami, matkami itd. Chcą być wielkimi politykami, wodzami. Cała ta szczytność jest po prostu śmieszna; rozpasana wyobraźnia unosi się nad wszystkimi głowami, a mało jest piersi, które zamykają serca. Stąd ta cała góra głupstw, długa nić nudy, starająca się znaleźć zajęcie, a odmawiająca przyjęcia każdego i rzucająca się wówczas w nadzwyczajność, w fantastyczność, w której tarza się bez celu, choć z odrobiną talentu, nie stwarzając nic, nic nowego; przeciwnie, żyje w okropnej jednostajności, gdyż brak jej pierwiastka twórczego — serca. I zobaczysz, jak całe to nędzne pokolenie dzięki napadom nerwowym minie przed czasem, niby liść zeschły. Wszystko gotowe, by sierp Niszczyciela znalazł na drodze swojej tylko słabe kłosy. Wielkie lenistwo panuje między ludźmi naszego czasu. W tem tkwi tajemnica ich słabości i ich marzeń awanturniczych, braku sztuki w ich poezji, energii w polityce, wiary w religii. Gdyż aby stać się wielkim człowiekiem, trzeba być niestrudzonym. Duch, rozmiłowany w spoczynku, oddany gnuśności, oddala się jedynie od potęgi ruchu myśli boskiej: to potępieńcy, to męczarnie jednostajności. Poznałem teraz wiek ten, a wszystkie jego płonne podniecenia przypominają mi fanfaronady pijackie bezsilnego Falstaffa. Gdzieżeśmy zaszli, Henryku?

Niech Ci Bóg błogosławi! Niech Bóg chroni H. W. Kochaj zawsze człowieka, który przynajmniej (śmiało to twierdzić może) ma serce. Pisz do Rzymu!

Zyg. Kras.

Czy odebrałeś mój przydługi list ze streszczeniem Hrabiego Henryka? Jeśli spotkasz H., nie mów jej nigdy więcej o przeszłości! Powiedziane jest, że kobieta opuści ojca swego i matkę (ja dodaję: i kochanka), by pójść za mężem swoim.

85. Do Henryka Reeve’a

20 lutego 1834 r., Rzym

Drogi Henryku!

Odebrałem wczoraj list Twój z 4 lutego. Byłeś bezustannie zajęty i widzę w Tobie żywą wiarę w pracę Twoją. To dobrze. Ale powtarzam, nie stawaj się zanadto Niemcem! Co do mnie, zmuszony byłem od dawna porzucić wszelką erudycję. Prawie od dwóch i pół roku nie przeczytałem ani jednej książki. Miałem co prawda lektorów, ale częściej spałem podczas ich jednostajnego czytania, niż słuchałem. Stąd pochodzi, że zapomniałem wszystkiego, co umiałem (a nie było to zbyt trudne), i niczego nowego się nie nauczyłem. Toteż stałem się zapewne wielkim nieukiem. Tak się losom spodobało. Spostrzegam nawet, że zmniejszyły się zdolności przyrodzone, które posiadałem kiedyś. Często urywam w połowie zdania; nie wiem, co powiedzieć kobietom, a rozmawianie z mężczyznami mię nudzi. Leżę samotny na sofie, żadnej z sobą nie wiodąc rozmowy, i żyję przykrem uczuciem wyczerpania duchowego, a moja miłość własna silnie podupadła. Człowiek, który do takiego stanu doszedł, powinien przynajmniej starać się o materialne rozkosze życia. A ja i tego nie czynię, gdyż tutaj również odznaczam się głęboką nieznajomością rzeczy i brak mi nici przewodniej. Wobec tego zaniepokojony zwracam się ku sobie, jak wąż, i pożeram ostatek swej duszy. Przy sposobności: wczoraj skończyłem rok dwudziesty drugi. Zdawało mi się, że jestem bardzo stary wszystkiem, prócz doświadczenia, i zwróciłem się do siebie z długim powinszowaniem, którego zwrotką było: „Jesteś niczem”. Ale wieczorem spotkałem w jakimś salonie bardzo piękną pannę, która powiedziała mi, że ma lat dwadzieścia pięć. Ona również nic nie zrobiła, nawet dziecka, i pocieszyłem się, patrząc na dwie śliczne zmarszczki, zaczynające się rysować na tem czole dziewiczem.