Odebrałem Twoje dziełeczko115. Najlepiej Ci się udały kawałki z serca pisane, np. Pomnik księcia Józefa, kiedy siebie samego opisujesz dzieckiem u ojca. Chowam tę książeczkę, jakby włosy Twoje. Za dziesięć dni stąd jadę; pisz mi do Genewy na 12 maja, do Münich na pierwsze dni czerwca. I tą razą nie obaczymy się, ale przyjdzie chwila, w której się obaczymy. Żegnam Cię. Myśl o Zygmuncie i proś czasem za nim Boga!
Z.
Danielewicz serdecznie Cię ściska. Odbierzesz z tym listem pięćset franków. Oczy mnie żrą, palą, rozdzierają. Żegnam Cię i ściskam. Nie turbuj się o matkę; gdyby się co jej stało, toby mnie byli napisali z Polski.
88. Do Henryka Reeve’a
(7–8 czerwca 1834)
Drogi Henryku!
Na próżno oczekiwałem od Ciebie listu z Monachium. Musiałeś widocznie pisać do mnie do Genewy, przez którą jechać nie mogłem. Wyruszyłem na Wenecję, by wrócić do Europy, a teraz jestem z ojcem w Kissingen w pobliżu Würzburga, gdzie piję wody. Wczoraj spotkałem tutaj panią Edwin Hill Handley, z którą się zapoznałem. Znajduję, że ma umysł wybitny i obejście wykwintne. Mówiliśmy dużo o Henryku Reeve, i nie wiem w jaki sposób zeszliśmy na H. W. Dowiedziałem się, że po jej ślubie przez tydzień nie wychodziłeś z domu i wydawałeś się smutny. Powiedz mi, mój drogi, czy zrobiłeś to z miłości do mnie, do niej, czy do siebie, gdyż nie umiem zagadki tej rozwiązać. Uwagi pani Hill Handley o Tobie wydały mi się bardzo trafne, ale dowiodły mi, drogi Henryku (nie gniewaj się o to!), że jest jeszcze coś dziecinnego w Twym charakterze, a trochę afektacji w Twojem obejściu. Ale to przejdzie z czasem, gdy Twa miłość własna upokorzona zostanie właśnie przez to, czem błyszczeć chciała i gdy się przekonasz, że afektacja nigdy długo łudzić nie może. Najgłupsi nie dadzą się na nią łapać dłużej, niż przez dwa lub trzy miesiące, a człowiek, choć trochę obyty w świecie, pierwszego dnia się na niej pozna. Zresztą, o ile zauważyć mogłem, pani Hill Handley jest jak najlepszego zdania o Twoich zdolnościach i sądzi, że masz świetną przyszłość przed sobą.
Pamiętaj rzecz jedną, Henryku; nikt prędzej, niż kobieta, nie dojdzie do sedna rzeczy, nie pozna odwrotnej strony medalu. Gdy będziesz miał z jakąkolwiek kobietą stosunek miłosny, nie staraj się nigdy czegoś w nią wmawiać. Bądź naturalny, a będzie Cię kochała. Nie mówię tutaj o miłości w rodzaju Konstancji. Miłość podobna, jako że jest wyłącznie na wyobraźni oparta, musi we wszystkiem przesadzać i wznosić się do obłoków. Ale miłość męska, miłość dojrzała, musi być ugruntowana na prawdzie, na piękności i ponętach z jednej, na sile charakteru z drugiej strony. Bez siły charakteru, bez panowania nad sobą niczego na tym świecie spodziewać się nie możemy — ani kobiety, ani sławy, ani ojczyzny. Panowanie nad sobą, to prawdziwa poezja wieku męskiego, to siła, to potęga. Starajmy się więc ją osiągnąć! Wszystkiego, o czem Ci mówię, Henryku, sam doświadczyłem. Przeszedłem przez wszystkie te stany i w końcu miałem dość rozumu, by poznać, że przez całe życie robiłem wyłącznie głupstwa. Zapewne istnieje na świecie olbrzymia poezja, ale to nie ta, którą pisaliśmy i wymyślaliśmy. To ta, którą czujemy, gdy chwila poetyczna nadchodzi, ale wtedy, na Boga, słowo: „poezja” nawet nam do głowy nie trafia. Obrzydliwe jest wymuszanie z siebie poezji, kalanie każdego wrażenia przez chęć urobienia zeń dramatu; trzeba żyć, czuć, doświadczać. A wtedy zacznij pisać jakiegokolwiek dnia, jeśli Ci czasu starczy! A mówię Ci, to, co dnia tego napiszesz, będzie czytane i uznane za dobre, bo odpowiada wszystkim uczuciom ludzkim. Różnorodności! Różnorodności! Bądź złożony, jak otaczający Cię świat, i jednolity, jak Ty sam jesteś. Byron był widmem długiej i burzliwej nocy, straszliwem, gdy trwała ciemność, zapomnianem, gdy nadeszły zorze. W promieniach słońca trzeba szukać i odkrywać. Kto naśladuje Byrona, będzie miernotą. A z ręką na sercu: czyż kiedykolwiek robiliśmy coś innego prócz naśladowania Byrona?
Żyć, żyć, wychylić do dna czarę życia, szczęścia i smutku, powodzenia i przeciwności... A później z piórem w ręku!... Jeśli nie lepiej schylić głowę na piersi i spocząć w grobie.
Żegnaj! Napisz do mnie za dwa tygodnie do Frankfurtu nad Menem!