Zyg. Kras.
89. Do Konstantego Gaszyńskiego
Kissingen przy Würzburgu, 10 lipca 1834
Drogi Konstanty! Twój list odebrałem jeszcze w Münich przed trzema tygodniami, ale że potem zaraz wyjechałem, a tu spotkałem się z moim ojcem, nie miałem chwili jednej wolnej do odpisania Ci. List Twój do matki posłałem przez ojca mego do Polski i dojdzie niezawodnie. Ja lepiej mieć się zaczynam, już mnie nie męczy tak pisanie. Teraz najpiękniejszą podróż zrobiłem przez Florencję, Wenecję, Münich. Wenecja to kochanka moja wśród miast wszystkich, w niej przez ośm dni prawdziwie byłem szczęśliwy. Na zimę wracam do Neapolu; czy tam się czasem nie zobaczymy? Tymczasem pisz do Frankfurtu nad Menem, bo jeszcze ze dwa miesiące zabawię w Wiesbaden i Ems.
Dużo ja przez te czasy myślałem nad życiem ludzkim i odkryłem wielką prawdę, że moc nad sobą samym jest poezją dojrzałości, jak rozpasanie wszystkich uczuć jest poezją młodości. Wiesz Ty, że Byron stracił względy moje: wielki zapewne poeta, ale kto go chce naśladować, ten będzie miernym i ślamazarnym. Byron, potem, nie rozumiał rozmaitości, a to jest połowa całego stworzenia. By dobrze pisać, trzeba żyć wprzódy. Ja zarzucam na pewny czas pisanie, biorę się do życia: wychylę kilka pucharów wesela, kilka pucharów boleści, po ludzku kochać będę, po ludzku cierpieć, a potem siądę i napiszę, i to będzie dobrem. Materia nie jest tak podłą rzeczą, jak sądziłem dotąd; my przez wieczność całą będziemy w materialnych ciałach; nie ma ducha bez materii, jak nie ma myśli bez słowa, jak nie ma ciała bez formy. Są rozkosze i jest poezja materialna. Tę należy harmonijnie pomieszać z poezją ducha, a wtedy stanie na nogi człowiek upoetyzowany, wtedy każdy go pozna i pokłon mu odda. Inaczej nikt by nie uczuł sympatii do niego, inaczej byłoby to stworzenie nieorganiczne na ziemi, może organiczne na księżycu lub Jowiszu, ale tutaj marne, niezrozumiałe. Tak więc się zmodyfikowałem i z chmur zstąpiłem, i chmury mam odtąd za baldachim nad głową, nie za pobyt i mieszkanie. Co różni człowieka prawdziwie i poetycznie pojętego od człowieka idealnego czysto? To, że w pierwszym jest ciągłe życie, to jest przemiana i walka uczuć, a w drugim tylko myśl jedna, tor jeden, metoda zawżdy ta sama. Są chwile uniesienia i opadnienia: to się życiem zowie, to jest ruch, to śledzić i poznać należy. Stąd się wywija, że człowiek nie może ciągle być wielkim, rozumnym, natchnionym, dramatycznym. Jeśli go takim wystawisz, to będzie afektacja, przywara, brak rozsądku. Czego najwięcej trzeba unikać, to, żeby bohatery nasze nie wyglądały na aktorów. I stąd pochodzi przesada literatury dzisiejszej, że autorowie, miast doznawania sami uczuć i faktów, przestają na chodzeniu regularnem na teatr i tam uczą się, jakby z natury, kiedy już teatr jest nauką, wyciągniętą z natury. Przez drugie ręce więc odbywa się poezja epoki naszej i stąd jest śmieszną i przesadną.
Twoje sonety uważam za wielki postęp; więcej w nich kolorytu, niż zazwyczaj, i myśl w każdym jest. Ciekawym bardzo Pana Tadeusza i nowego dzieła Lamennais’go. Już to w modę wchodzi pisać ewangelicznym stylem. Mickiewicz zaczął, Lamennais ciągnie dalej; zobaczysz, że wreszcie tyle się ewangelii namnoży, że vaudeville pan Scribe napisze ewangelicznie. Co to małp się zawsze kupi naokoło geniuszu! Za jeden geniusz sto tysięcy głupców musi się urodzić, jakby masa ducha była na tym świecie skończona, jak masa materii, i tylko mogła się ukazywać bardziej skupiona w wielkich ludziach, i za to też zaraz rozrzedzać się musiała w ich współczesnych. Żegnam Cię, drogi mój Konstanty. Danielewicz i mój ojciec Ci się kłaniają. Nie zapominaj o Twoim
Zygmuncie.
90. Do Konstantego Gaszyńskiego
Frankfurt, 23 augusta116 1834
Drogi Konstanty! Odebrałem Twój list w Wiesbaden. Widzę w nim, że żyjesz jak możesz, to jest szukasz zatrudnienia i zajęcia się, gdziekolwiek się zdarzy. Ja żyję, ale jak żyję? Tobym trudno opisał. Naprzód we mnie jest pierwiastek zgubnej goryczy, który objawia się ciągle, czy się rzucę na chmury i siedzę nad ziemią, czy zejdę na ziemię i rzeczywistości się chwycę, tak, że rzeczywistość jeszcze zda mi się ideałem. Fizycznych nawet rozkoszy dopełnionych nie ma, umysłowe jeszcze błędniejsze. Gdzież jesteśmy? Gdzie żyjemy?