Otrzymałem właśnie listy od ojca mego, w których z najżywszem zajęciem dopytuje się o Panią i poleca mi kilkakrotnie zapewniać Panią przy każdej sposobności o jego uwielbieniu i najprawdziwszej, najszczerszej przyjaźni.
Wczoraj pozdrowiłem w imieniu Pani sosny willi Borghese i widziałem księżyc, wznoszący się nad nimi. Wiele było osób, cały świat elegancki Europy, używający przejażdżki w faetonach, tilbury i karocach na ruinach starego Rzymu. Markiz Bobonigo na czarnym koniu, uszczęśliwiony nadzieją spożycia obiadu o godzinie 6-ej, ambasadorowie i ambasadorowe wszelkiego rodzaju. Ja byłem z Sołtanem i obydwaj mieliśmy bardzo skromną minę wobec tych wszystkich wielkości. Nie znaliśmy nikogo, nikt nam się nie kłaniał; chodziliśmy wśród tłumu z szyderstwem w sercu — ja przynajmniej, bo jakżeż nędzne są te wszystkie wystrojone i wykrygowane istoty, które ruszają się błyskotliwie na scenie świata! Ileż razy z głębi duszy rzucałem im pociski pogardy! Jednakże czegóż ja więcej dokonam, niż oni wszyscy? — Jak oni, przeminę obcy, nieznany. A będą oni mieli nawet jedną sławę więcej ode mnie: sławę salonów, rautów, balów, pikników itd. itd.
Pełną jest goryczy dusza moja. Niekiedy czuję przeklętą nienawiść ku wszystkiemu, co mię otacza; akordy boskie wypuszczają tylko przelotne dźwięki, później wracają ciemności. Szczęście na tym świecie, to jak muchy z Pratolino — gdy przeleciały, noc staje się jeszcze ciemniejszą. Oh, jak te wieczory florenckie były czyste i spokojne! Czy Pani pamięta, jak galopowaliśmy o zmroku, jak harmonijnie roztaczały się wkoło nas cienie wieczorne — jak wszystko, co jest ponurego i nieszczęsnego w życiu, było daleko od serc naszych? Dni podobne, to aniołowie, którzy ulatują, a gdy znikną, nicość powraca do swych praw.
Onegdaj mieliśmy tu trzęsienie ziemi, dziś oczekujemy go znowu.
Spodziewam się, że Pani nie odmówi prośbie, z jaką się do Niej zwracam. Donoś mi, Pani, często o sobie, mów jak ze zdrowiem, opisuj mi osoby, które widujesz! Zdaje mi się wtedy, że jestem bliżej Pani. Już raz o tem Pani mówiłem. Jestem stworzeniem nałogowem, a tyle dni spędziłem obok Pani, że te, które teraz daleko od Pani przepędzam, są o tyle tylko dla mnie warte, o ile mi przynoszą wiadomości o Pani. Tysiąc pięknych słów dla Loli, ściskam Mimi, a u stóp Pani składam mój hołd najgłębszy i wszystkie życzenia szczęścia. Żegnam Panią. Farewell123.
Zygm. Kr.
Aleksander Potocki przybędzie tu niezadługo — obecnie jest w Paryżu, skąd zabierze do Rzymu księcia Eustachego Sapiehę. Co powiedziałby na to Anioł Melancholii?
Karol Chodkiewicz jest także w Dreźnie. Wszyscy Karolowie umówili się, aby przybyć do Drezna. Zresztą ten to wyborny chłopiec, trochę ociężały.
Pani Drzewiecka jest w Dreźnie — Jaroszyńscy przepędzą całą zimę we Florencji; młodszy za miesiąc przyjedzie odwiedzić mię w Rzymie. A propos, czy Pani widziała w Dreźnie w galerii portret Alberta Dürera, o którym Pani tyle mówiłem?
Czy Jugiel przysłał Pani Nieboską komedię?