Spodziewam się, że Pani ma się lepiej. Wiadomości od Pani oczekuję, a nie odbieram ich. — Z wolna, stopniowo widnokrąg ściemnia się coraz bardziej wokoło mnie. Jeżeli zaniewidzę, nie będę mógł już zobaczyć Pani — lecz poznam Jej głos i bałamutne gwarzenie Mimi i poważniejszą mowę Lolly. Niech jej Pani powie, że jej narzeczony stracił wzrok. Pewny jestem, że to zniechęci ją na zawsze do myślenia o nim.
Żegnam. Wznoszę ku niebu gorącą modlitwę, aby Pani była spokojna i pełna sił, by letarg serca i duszy dalekim był od Pani — i oby życzenia moje się spełniły, oby kwiaty, które Pani posyłam, nigdy nie były symbolem tych, które kwitnąć będą wokoło Pani — niechaj tylko przypominają Pani istotę, która, jak one niegdyś, była spalona żarem słońca, a dziś, jak i one, niczem już prawie nie jest.
Zyg. Kras.
107. Do Konstantego Gaszyńskiego
Neapol, 26 kwietnia 1835
O nieufność względem Ciebie oskarżony z powodu Komedii, odpowiadam, że, pisząc do Ciebie, nie mam pewności matematycznej, iż mój list do Ciebie dojdzie; może być przypadek, że go inne ręce pochwycą — a wtedy co? Bo mi tak zależy na tem, tam u was, jak u nas, żeby to było pokryte milczeniem; proszę Cię więc i zaklinam o nie!
Za kilka dni udaję się do Florencji, skąd może za parę miesięcy dalej ruszę ku Tyrolowi. Odpisz mi więc już do Florencji poste-restante.
Byłem w Pompei: u wnijścia do miasta groby, zaraz potem za bramą pierwszy budynek, to dom rozpusty, śmierć i rozkosz, dwa największe działacze materialnego świata. W tej odgrzebanej mumii piękne są pomniki. Architektura grecka skandowana, jak wiersze Enejdy; matematyka, prawo rzymskie stare, w kamień wcielone. Tu dopiero starożytność się pojmuje i porównywa z nowemi czasy. Starożytni szli od nieskończoności w skończoność; co od pierwszej zarwać mogli, opisywali drugą, oddzielali od matki. My ze skończoności wychodzim, a dążym w nieskończoność. Oni mieli obręb ciaśniejszy, ale daleko lepiej go znali i rozumieli, niż my nasz rozumiemy. Stąd nasze usterki i brak powagi, i skoki, i potykania się; u nich zaś godność i surowość, bo, kto zna dobrze drogę swoją, ten poważnie i z wolna stąpa. Ale oni byli synami ziemi i ziemię wgłąb kopali; my, jak elektryczność, rozlegamy się w przestrzeń i dążym w górę, bośmy synami nieba. Weź Pompeję i weź katedrę w Kolonii, najpiękniejszą z gotyckich utworów, choć niewykończona. W Pompei równoległobok i elipsa, to są zasady, jedyne kształty, miara doskonała, filary cudownie piękne; ale wszystko ciasne, skończone, ograniczone: nic nie ma za kapitelem kolumny, na kapitelu kończy się kolumna. W Kolonii Ty idziesz za strzałą gotycką a kiedy się przerwie, Ty dalej wzrokiem sięgasz tam, gdzie Ci ona wskazuje — w niebo! W Kolonii piękność formy nie jest rytmiczną, jak w Pompei, ale pod formą żyje duch organiczny, wielki. W Pompei ducha nie ma, tylko jest ciało, i ciało najpiękniejsze, w rzeczy samej, ale zawżdy określone i nieżywe. Fidiasz nic by nie pojął w liściach kapuścianych, w żabach, karłach i potworach, dłutowanych w podnóżu każdej katedry gotyckiej, Wergiliusz plunąłby na Fausta Goethego; bo im trzeba było symetrii, jedności, regularności, co pochodziło stąd, że oni tylko jednę część człowieka znali, to jest ciało, i z tej części jedność zupełną wyidealizowali. My zaś pstrocizny musimy używać, bo śpiewamy o stworzeniu, złożonem z duszy i ciała, między któremi zachodzi walka, sprzeczność, i ból, i ruch. To, odbite w naszej architekturze, w naszej poezji, stanowi pstrociznę. Stąd my bardziej rzeczywistymi jesteśmy, prawdziwszymi, a zatem poetyczniejszymi, niż oni. Oni materialnie bardziej idealnymi byli. Większa część ludzi utrzymywać Ci będzie, że starożytni, owszem, bardziej realnymi byli, bo realność zwykle u ludzi, to materia. Lecz u mnie rzeczywistość jest to, co jest w myślach Boga i dziełach natury, a zatem, ponieważ my wyżsi dążeniem i wiedzą, zatem realniejsi jesteśmy. Im kto bliżej Boga, tem jest prawdziwszym, rzeczywistszym, a my od starożytnych odsadziliśmy się skokiem ogromnym. W tym rzucie fałdy tuniki, fibule, toga zsunęły się i zmięły na piersiach ludzkości, ale jej duch dziwnie wypiękniał i wyzwolił się.
Niech Cię Bóg wyprowadzi z choroby i zdrowie Ci odda! Addio, mój drogi! Kochaj zawsze tego, który Ci powiada i powtarzać zawsze będzie: Io t’amo132.
Z.