Piszę w dalszym ciągu mój poemat o Irydionie, synu Amfilocha, powoli a stale. Chrześcijaństwo, Północ i Imperium Rzymskie, które się w nim łączą, sprawiają mi dość dużo trudności. Ale jednak to idzie, to pójdzie. Wiek mój dostarcza mi obrazów zepsucia i ucisku. Mój bohater ma coś z Hamleta, ale cele jego o wiele są potężniejsze i wymagają geniuszu, bardziej do życia zastosowanego. Choć jest sprawiedliwy, przeznaczono mu zginąć, gdyż przyszedł zbyt wcześnie. Chciał spełnić w dniu jednym przeczucie wieków przyszłych. Ale przynajmniej niech cała chwała ziemi przypada w udziale tym, którzy zwyciężyli i czynu dokonali, niech jedna jej iskra padnie na zwiędłe czoła tych, którzy pragnęli wielkości i dobra, ale, opuszczeni przez świat i ludzi, mogli być tylko głosem, rozlegającym się w pustyni.

Addio. Pisz mi natychmiast do Florencji!

Twój na zawsze i na zawsze.

Zyg. Kras.

109. Do Joanny Bobrowej133

Florencja, 15 maja

Od dawna już nie miałem szczęścia otrzymać od Pani wiadomości. Jestem we Florencji. Stan oczu moich zmusił mnie do opuszczenia Neapolu. Jestem tam, gdzie byłem przed rokiem w tym samym czasie. Wszystko zieleni się i kwitnie, nocą świecą muszki, i zdaje mi się, że słyszę galopującego konia Pani. Jest mi coraz gorzej. Danielewicz prowadzi mię po ulicach za ramię, idę z oczami zamkniętemi. Wieczorem tylko mogę patrzeć, i wtedy zdaje mi się, że odnajduję dziwaczne jakieś znaki w obłokach; są to jakby kawałki krepy, jakby zielone nieśmiertelniki, które fruwają wokoło mnie. A te znaki odczuwam, lecz nie pojmuję ich. Oh, bogdajby to nie były szydercze złudzenia! Czyżby niebo drwiło z mego osłabionego wzroku, zaludniając przestwór widmami?

Jakże zdrowie Pani? Czy Pani otrzymała tę trochę kwiatów, które pozwoliłem sobie przesłać Pani na dzień 7 maja? Czy Teodor przyjechał? Chciałbym, aby mi dał wiadomości z kraju. Musiało być zimno w zimie! Aleksander Potocki jest tutaj. Przybyłem z nim z Rzymu statkiem parowym; ma on pasję do pierścieni z talizmanami. To coś okropnego, te wszystkie pierścienie. Bardzo nam dobrze razem.

Pragnąłbym wiedzieć, czy „Nieboska” doszła do rąk Pani. Ja ją otrzymałem. Chciałbym wiedzieć, że to dziecię, które się Pani niegdyś podobało, (zdaje mi się, że to było w Wiesbadenie), spoczywa już na Jej stole. Otrzymałem list z Paryża, w którym mi mówią, że nikt nie zna nazwiska autora „i że z największym entuzjazmem od Mickiewicza, Goreckiego i w ogólności od wszystkich była przyjęta”. Wyborne jest to, że mój korespondent nie więcej wie od innych i prosi mię, abym go objaśnił, jeżeli mogę. Proszę, niech Pani nie mówi tego nikomu.

Eh, co mi tam po tych wszystkich uciechach miłości własnej. Pragnąłem sławy — lecz sława, i nic prócz niej więcej, czemże jest na tej ziemi? Chlebem suchym, maczanym w pocie!