Przepędzam długie dni w zamyśleniu, a myśli moje są jakby zasłoną krepową. Są tu cyprysy, których widok dobrze mi robi. Jaką będzie moja przyszłość, nie mogę tego powiedzieć. Wiem, że kilka razy w życiu miałem duszę złamaną.

Żegnam Panią. Gdybym miał przy sobie takie dziecię, jak Mimi, zdaje mi się, że mógłbym się stać dzieckiem dla niego — tak czuję potrzebę kochania czegoś na tym świecie zimnym, obojętnym i ciasnym. Niech mi Pani powie słów kilka o swojem zdrowiu.

Zygm. Kras.

Mój adres we Florencji: Fenzi, bankier.

110. Do Henryka Reeve’a

Florencja, 3 czerwca 1835 r.

Czyś chory? Niepokoję się bardzo o Ciebie, gdyż powinienem od dawna był odebrać wiadomości od Ciebie we Florencji. Co do mnie, jestem w jednym z tych stanów duchowych, które zużywają siły, żadnej nie przynosząc korzyści. Coś wzywa mnie gwałtownie do Monachium: marzenie szczęścia mogłoby się ziścić dla mnie w jego okolicy. Dzień i noc wysilam myśl swoją, aby odgadnąć, jak obalić otaczające mię zapory, a jedną z najpoważniejszych jest to, że nie mam do rozporządzenia w tej chwili trzystu napoleonów w złocie. Wzniosłe porywy... marzenia fantastyczne, na czem się skończycie? Jeśli nie masz weksla na wehikuł, jesteś bezpowrotnie zgubiony. A odległość nie pozwala krzykom Twoim dojść do ucha, które drży, nadsłuchując. Ale może niebiosa się rozjaśnią i spadnie z nich garść złota, jak niegdyś na Danae, z tą różnicą, że w tym wypadku ja znajduję się w położeniu Jowisza.

A więc odpowiedz mi do Florencji, choć grozi Twemu listowi, że mię tam nie zastanie. Ale ponieważ nieobecność moja nie będzie trwała wiecznie (miesiąc lub półtora), później odbiorę go z poczty wyżej wymienionego miasta. To pewne, że przed tym terminem jeszcze do Ciebie napiszę. Co do małego dziełka, o którem Ci w ostatnim liście wspomniałem, to ma ono, zdaje się, powodzenie. Donoszą mi, że Mickiewicz i Niemcewicz przyznają mu geniusz i mówią o niem z zachwytem. Ale nie znają nazwiska puerpery134, i daj Boże, by się go nigdy nie dowiedzieli. Henryka uprasza się, by nie opowiadał, że już dwa razy mu o niem mówiono.

Zdrowie moje kiepskie, czego Ci dowiedzie list ten, inną, niż moja, pisany ręką. Jednakowoż dotarłem prawie do końca Irydiona Amfilochidesa, który trzykrotnie podarty i dziesięciokrotnie przerywany bądź przez me cierpienie, bądź przez me namiętności, od trzech lat nie przestawał dręczyć mego mózgu i rozrastać się w nim, wydobywając się zeń częściowo porodami. Teraz z chaosu Rzymian, barbarzyńców i pierwszych chrześcijan wydobyłem myśl, która mi leżała na sercu i myśl tę uczyniłem człowiekiem o przodkach greckich, dążącym w dniach panowania i zepsucia cezarów do zemsty na Romie, która oszukała Ateny i zdusiła Korynt. Sam jest: ojciec jego umarł, przekazując mu nienawiść przeciw cesarstwu. Matka jego, kapłanka Odyna, porwana niegdyś z Chersonezu Cymbrów, otruła się, gdy był jeszcze dzieckiem. Pozostała mu siostra. Oddaje ją Heliogabalowi, by zmąciła jego umysł i otoczyła go stopniowo szałem. Gdy to osiągnął, poskromił cesarza. Stał się jego prefektem pretorium, jego bezwzględnym panem. A wtedy przekonał go, że cezar, by zbawić cezara, musi knuć spiski przeciw Wiecznemu Rzymowi. Pobożny Eneasz swego Turnusa, to Aleksander Sewer, syn chrześcijanki Mammei. Jeden i drugi knują jednocześnie spiski. Ale Aleksander chce złożyć z tronu Cezara i wrócić siły cesarstwu, podczas gdy Irydion chce jednem uderzeniem obalić Rzym wszystkiem, co mu się pod rękę nawinie: przez Cezara, pretorianów, chrześcijan, barbarzyńców. Jego potężna, nieokiełzana myśl miota się, jakby wirami rozpaczy i nienawiści, przeciw wszystkiemu, co rzymskie, a przy tem dzień i noc udawać musi. Niewolnicy i gladiatorzy jedzą chleb w jego pałacu. Znalazł dwóch patrycjuszów, ze starożytnych rodów, doprowadzonych przez nędzę do walczenia w cyrku, i odsłonił im swoją zemstę. Scypio i Werres, obaj pokryci łachmanami, uśmiechali się na myśl zasztyletowania Romy, niegdyś ich matki, dziś ich macochy.

Wśród wszystkich tych postaci i wszystkich tych namiętności stoi obraz spokojny starca afrykańskiego, Masynissy. Majestat jego jest gorzki, jak każde ze słów jego. Wydaje się niekiedy, że żył od wieków i że nigdy nie umrze. Pierś jego pali, szyderstwo i pycha wypływają z niej strumieniem ciemności. On jest jedynym powiernikiem spiskowca. Pobudza go do cierpienia w milczeniu, powtarzając mu, że poza grobem istnieje inna Roma, z którą walczyć przyjdzie przez wieczność całą. Wreszcie skłania go do uwiedzenia i do uzbrojenia katakumb. W katakumbach znajduje się dziewica chrześcijańska, fanatyczna i czysta, którą miłość do szału doprowadza. Nie chcąc grzeszyć buntem przeciw Chrystusowi, pada zemdlona u stóp Irydiona, a później budząc się, bierze go za Chrystusa, który przyszedł zakładać swe millenium. Wszystko do tej chwili przyrzeka zwycięstwo bohaterowi tych stronic; ale w dniu oznaczonym, w chwili, gdy okiem tryumfującego Katyliny rzuca ponure spojrzenie na miasto, które ma poświęcić bogom podziemnym, w chwili, gdy podnosi rękę, by zapalić stos, mający być sygnałem pożaru Rzymu, zdradzają go chrześcijanie, ugodzeni piorunem klątwy biskupa rzymskiego, gdy, uzbrojeni, wybiegają z łona katakumb. Wtedy on, który stał się chrześcijaninem, wraca do bogów matki swojej, do nieubłaganego Odyna. Heliogabal i boska Elsinoe, siostra nieszczęsna, giną. Następuje walka krwawa, rozpaczna z Aleksandrem Sewerem. Później, gdy wszystko stracił, gdy żaden dziryt, żaden miecz go nie dosięgnął, ucieka, jak Orestes, daleko ku brzegowi morskiemu. Tam oczekuje go Masynissa, żądając, by mu sprzedał duszę. Zwyciężony poznaje w ostatniej swej godzinie, że był jedynie myślą proroczą o zburzeniu Rzymu, myślą tylko, niczem więcej. Wtedy oddaje duszę swą księciu ciemności; ale żąda za to zapłaty. Chce, przez dzień jeden przynajmniej, widzieć Rzym ten, którego nienawidził, w błocie i pohańbieniu. Masynissa zgadza się na to i usypia go w jednej z jaskiń gór Latyńskich. Dzień, w którym się obudzi, nie będzie ani dniem Alaryka, ani dniem Attyli: jest to noc roku 1835, gdy, po panowaniu w Romie materii i ducha, z pierwszej pozostały w Rzymie jedynie ruiny, z drugiej zgrzybiała teologia.