Słuchaj, muszę co dla Ciebie napisać, jaki dramat lub co i to Ci prześlę kiedy, i to gdzie wydasz. Odpisz mi zaraz do Florencji i wierzaj, że Cię kocham z duszy mojej całej.
119. Do Henryka Reeve’a
Florencja, 25 lutego 1836 r.
Drogi Henryku!
Nareszcie odebrałem od Ciebie list, który mi przysłano z Rzymu tutaj, gdyż odbędę swój wjazd do wiecznego miasta dopiero koło Wielkiego Tygodnia. Podzielam Twoje zdanie. Można by zrobić coś wielkiego z Giordana Bruno; ale zwróć na to uwagę, że wszelka poezja panteistyczna może być tylko tem, czem są posągi bóstw indyjskich, olbrzymie, potworne, straszne i przygniatające. Jest coś zwierzęcego w poezji podobnej. Według mnie, gdy poezja traci ludzki punkt widzenia, przestaje być prawdziwą i harmonijną. Wyradza się w filozofię, w formułki i, chociaż rozwój podobny może przybrać rozmiary olbrzymie, jeśli dodamy barwy wyobraźni sztuki, nie dojdziemy nigdy do czegoś wdzięcznego, czegoś prawdziwie poetycznego, gdyż, jednem słowem, istnieje tylko jeden przedmiot poezji we wszechświecie, a nie jest to ani Bóg, ani przyroda, jeno człowiek, człowiek działający jako indywidualność nieśmiertelna poprzez przyrodę dla Boga lub przeciw Niemu. Poezja jest oparta na przeczuciu nieśmiertelności indywidualnej. Wszystko, co mię spotkało, zanim przyszedłem szukać nędzy tu, na świecie, wszystko, co mię oczekuje, gdy skończę zbierać nędzę tu, na ziemi, oto moja poezja. Ale spraw, by życie moje stało się jedyną rzeczywistością tego świata i niczem poza tem, postaw poza niem jedynie i wyłącznie wszechświat i Boga, a diabli wezmą wszelkie uczucie poetyckie. Chyba, że się zidentyfikuję z tym wszechświatem, zrobię go sobą, wchłonę go w siebie i stanę się Bogiem i wszechświatem. Tylko za tę cenę zdobędę się na napisanie kilku wierszy, ale wiersze te będą poza granicami wszelkiej prawdy ludzkiej. Nie będą ani popularne, ani ludzkie. Zwracać się będą do mózgu kilku myślicieli, ale nie pobudzą serca wielu ludzi. Oto, jakie są moje poglądy na poezję, wypływającą ze źródła panteistycznego. Świat nasz jest dziwny. Odosabnia się w odrębnych egoizmach, a następnie chce połączyć się w całość egoistyczną, pożerającą, wchłaniającą. Nie może zrozumieć wszechświata i Boga inaczej, niż według podobieństwa swego, to znaczy, że każdy osobnik, który chce być tylko sobą, nie pozwalając żyć obok siebie żadnej wolności, wyobraża sobie, że Wielki Duch postępuje tak samo. Panteizm jest wyższym rodzajem materializmu. Z niego, jak i z materializmu, pochodzi fatalizm i oschłość serca. Nienawidzę czary życia i śmierci, którą podaje mi Siwa.
Myślę teraz o wykopaniu z grobu doktora Procidy. Dwóch ludzi miernie go zgalwanizowało, Delavigne i Nicolini. Kilka muskułów wielkiego męża zostało w ruch wprawionych, a potem zapadł znowu w sen wieczny. Trzeba mu dać życie i na nogi postawić. Wyobraź sobie tego Fausta politycznego, przyjaciela Fryderyka II, przyjaciela śmiałego Manfreda, tego człowieka, wychowanego w nienawiści do papieża i w nauce przyrody, tego człowieka, który, spędziwszy życie swoje na Sycylii między Saracenami, w podeszłym wieku powziął myśl Nieszporów Sycylijskich i urzeczywistnił ją mocą swej potęgi duchowej, swej władzy nad ludźmi, zdobytej rozgłosem jego sławy naukowej i politycznej, sławy wielkiego lekarza, wielkiego przyrodnika i wielkiego obywatela. W nim masz wszystko, czego można pragnąć w poezji: ideę ogólną — przyrodę; ideę indywidualną — ojczyznę. Wywołuję cię, wielki, olbrzymi myślicielu, ciebie, ostatniego przyjaciela Hohenstauffów, ciebie, któryś ich widział wszystkich, jak ginęli przez zrządzenie losu i przez podłość ludzką, ciebie, w którym zgon nieszczęśliwego Konrada zrodził pożądanie zemsty i wolności. I ciebie również powołuję Karolu Andegaweński, bracie świętego, ciebie, hrabio Prowancji i uzurpatorze Neapolu, ciebie, pierwowzorze Ludwika XI, ciebie, rycerzu bez czci, królu bez sprawiedliwości, człowieku bez religii, zabobonny i okrutny, jak kobieta, ostrożny i chciwy, jak stary ksiądz. A później w oddali, na mglistym widnokręgu włoskim, występujcie, cienie nieszczęsne, widma szlachetne, które napełniałyście świat chrzęstem waszej broni i rozgłosem waszych niewypowiedzianych nieszczęść! I ty, piękny Enzio, któryś zwiądł w Bolonii, i ty Manfredzie, sułtanie Nury, błyskawico Kalabrii, i ty, biedne dziecię, który rzuciłeś swoją rękawicę, zanim głowa twoja stoczyła się z rusztowania! I ty, wielki mężu, ty, Fryderyku, ojcze ich wszystkich, którego jedyną słabością było, żeś nadto ukochał Piękno! Jeżeli z was wszystkich nie stworzę pieśni żałoby i zemsty, niech lutnię moją diabli wezmą!
A teraz, Henryku, racz mi napisać, co porabia R. Z. Gdyż on już do mnie nie pisuje. Gdybyś go mógł natychmiast zawiadomić, że się silnie niepokoję w Rzymie i że go błagam, by jak najprędzej pisał do mnie, to szczególnie Ci tę sprawę polecam.
Odpisz mi natychmiast do Rzymu!
Twój na zawsze
Zyg. K.